Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Maria Kułak, nauczycielka w Niedźwiedzy w latach 1915-1965  (Lucjan Kołodziejski)  2015-12-19

11 grudnia 2015 r. w malowniczo położonej miejscowości Niedźwiedza miała miejsce piękna uroczystość. W tamtejszej szkole podstawowej odsłonięta została tablica poświęcona pamięci Marii Kułak, nauczycielki w latach 1915 - 1965 i kierowniczki tej szkoły w latach 1932-1952. Sprawcą tej uroczystości był inż. Władysław Niemiec, przed wielu laty jej uczeń, obecnie mieszkaniec Gliwic. Ufundował on tablicę pamiątkową, umieszczoną na ścianie korytarza szkolnego.

Uroczystości rozpoczęły się w tamtejszym kościele parafialnym. Mszy św. za spokój duszy śp. Marii Kułak przewodniczył proboszcz ks. Stanisław Dudek. Przybyli licznie mieszkańcy Niedźwiedzy, dzieci szkolne oraz zaproszeni goście. Mistrzowską oprawę muzyczną zapewnił Ludowy Zespół Śpiewaczy Niedźwiedzoki. W homilii ks. S. Dudek mówił o powołaniu w pracy nauczycielskiej, podkreślił też jej wielkie poświęcenie dla społeczności, w której pracowała nieprzerwanie od 1915 do 1965 r. 



Po przejściu z kościoła do szkoły nastąpiło uroczyste odsłonięcie pamiątkowej tablicy, dokonane przez Władysława Niemca, dyr. szkoły Beatę Bakę i Lucjan Kołodziejskiego oraz jej poświęcenie przez księdza proboszcza.


 


Dalsza część uroczystości odbywała się w sali gimnastycznej. Pani dyrektor szkoły powitała zaproszonych gości: Władysława Niemca, Lucjana Kołodziejskiego z Borzęcina, Władysława Kurtykę z Wierzchosławic, sołtysa i radnego powiatowego Marka Łośko, radnego Gminy Dębno Janusza Malinowskiego, księdza proboszcza Stanisława Dudka, Józefa Dudka - autora książki „600 lat Niedźwiedzy i okolicy", zespół śpiewaczy Niedźwiedzoki, nauczycieli, mieszkańców oraz dzieci szkolne.


 

 

 
Później głos zabrał Władysław Niemiec. Wpierw odczytał okolicznościowy list od Marii Gryski, która z powodu choroby nie mogła osobiście przybyć na uroczystość.
 
Mam tyle pięknych wspomnień związanych z Panią Marią, że chyba to kiedyś opiszę. Przyjechałam do Niedźwiedzy z rodzicami jako 2 tygodniowe niemowlę. Ojciec objął kierownictwo w nowej szkole, razem z mamą uczyli w tej szkole, a później byłam również uczennicą Pani Marii (uczyła mnie śpiewu). Przez 15 lat byłyśmy sąsiadkami przez ścianę w starej szkole. Uprawiałyśmy wspólnie jej ogródek kwiatowy pełen orlików, lewkonii, piwonii, narcyzów i nasturcji. Piekłyśmy wspólnie ciastka kruche, które ona nazywała "drewniakami". Myślę, że jest parę osób, które te ciastka kojarzą, bo lubiła częstować nimi dzieci. Chodziłam z nią na strych starej szkoły, gdzie pokazywała mi stare, jeszcze przedwojenne czasopisma pieczołowicie zapakowane w kartonach i stare pieniądze, niestety już wycofane z obiegu. Pamiętam te duże banknoty, które Pani Maria przechowywała w metalowym pudełku. Pokazywała mi swoje pamiątki, a ja mała dziewczynka otwierałam buzię z zachwytu. Całe moje dzieciństwo i szkoła, a również sąsiedztwo tak bliskie, bardzo jest związane z tą piękną postacią. Bardzo wiele jej zawdzięczam. Podobno jak rodzice przyjechali w październiku 1952 roku do Niedźwiedzy, to zostawili mnie najpierw pod opieką Pani Marii. Potem z rozczuleniem wspominała, jak na 3 noce miała niemowlę w swoim łóżku, bo rodzice nie mieli jeszcze przygotowanego mieszkania. Bała się trochę, co począć z takim maluchem (sama nie miała swoich dzieci). To Ona opowiadała mi jak to było, gdy byłam całkiem mała, wspominała jak dorastałam i Ona sama wielu rzeczy nauczyła mnie w życiu. Była dla mnie taką dobą "Ciocią". Mądra, niezwykle ciepła, bardzo uczynna osoba. Mało kto wie, jak ciężko chorowała, jak dzielnie radziła sobie ze swoją chorobą. Mimo tej dolegliwości była bardzo sprawna fizycznie. Dzieci w szkole strofowała, żeby się nie garbiły. Pokazywała nam jak powinny wyglądać wyprostowane plecy i kręgosłup i sama chodziła wyprostowana jak struna. Była szczupła i bardzo zgrabna, miała sprężysty, drobny chód. Gdyby nie wzrost, to wyglądała jak modelka. A przede wszystkim miała wielkie serce, dla wszystkich. Piękna postać.
 
Maria Gryska
 
Władysław Niemiec podczas swojego wystąpienia powiedział m.in.: Śp. Maria Kułak urodziła się w dniu 13 sierpnia 1887 r. w Borzęcinie w rodzinie chłopskiej, jako siódme w kolejności i ostatnie dziecko. Właściwie nic nie jest mi wiadomym o jej wykształceniu i wcześniejszej pracy. Prawdopodobnie pracowała w szkole podstawowej w Czchowie i Woli Przemykowskiej. Nie uzyskałem jednak potwierdzenia tych wiadomości pomimo poszukiwań. W 1915 r., mając 28 lat, przybyła do Niedźwiedzy w rok po wybuchu pierwszej wojny światowej. Kierownikiem szkoły była wtedy Eleonora Wojnarska. Po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. Maria Kułak pracowała owocnie w naszej wiosce. Pozostała w niej też podczas mrocznych lat niemieckiej okupacji 1939-1945. Również na początku PRL-u pełniła funkcję kierowniczki szkoły. W 1952 r. przeszła na emeryturę, a kierownikiem został świeżo sprowadzony do Niedźwiedzy Piotr Figiel z małżonką i dwójką dzieci. Niedługo potem rozpoczęto budowę nowej szkoły zwanej „tysiąclatką”.

Jednak ta emerytura śp. M. Kułak była pozorna, bo nie było chętnych nauczycieli do pracy w Niedźwiedzy. Niedźwiedza do 1964 r. nie była zelektryfikowana, a pamiętam że był taki czas, kiedy żaden autobus tu nie kursował. Jeździły jedynie przewozy robotnicze o ustalonych porach, ale to były auta ciężarowe dostosowane do przewozu ludzi, do których wsiadało się ponad burtą - po drabince. Był to okres, kiedy ja rozpocząłem naukę w szkole i znam problem z autopsji. W większości przypadków uczyliśmy się w tzw. klasach łączonych, mimo że Pani Kułak odciążała nauczycieli, edukując jeden z pierwszych roczników nauczania przez trzy kolejne lata. Kiedy ja rozpocząłem naukę w szkole w roku 1957, p. Maria Kułak miała dokładnie 70 lat i uczyła jeszcze przez kolejne 8 lat do roku 1965.

Marzeniem śp. Marii Kułak było, aby po jej śmierci trumnę na cmentarz ponieśli wskazani przez nią jej byli uczniowie. O tym wspominała z dumą podczas godziny wychowawczej. W składzie tychże mężczyzn niosących trumnę mieścił się mój Tata, więc sprawa ta dla mnie miała podwójne znaczenie. Śp. Maria Kułak była także wzorem do naśladowania jako człowiek wierzący. Zasiadała w samym prezbiterium kościoła, do którego wchodziła zawsze przez zakrystię. Krótka dygresja. Moja żona Janina otrzymała przydział pracy (po ukończonym studium nauczycielskim) do miejscowości Górka, ale w ostatniej chwili zmieniono jej na Niedźwiedzę. Na początku była bardzo niezadowolona. Pierwszą osobą, którą spotkała w Niedźwiedzy - po przybyciu do pracy - była śp. Maria Kułak, będąca na emeryturze. Przyjazna rozmowa z p. Marią stała się niesamowitym katalizatorem w aspekcie niechęci do Niedźwiedzy, a obie panie zaprzyjaźniły się bardzo.Chcę jeszcze wspomnieć, że Maria Kułak była także kimś w rodzaju biura pośrednictwa pracy dla młodych mieszkańców Niedźwiedzy. To nie przypadek, że duża część młodych mieszkańców Niedźwiedzy znajdowała zatrudnienie (bywali na tzw. służbie) w samym Borzęcinie i jego okolicy. Wspomnę tylko moją ciocię Stefanię Franczyk, a także moją Mamę Helenę, pracujące u Kędziora, gdzie ożenił się Mrożek z Porąbki, będący w Borzęcinie kierownikiem poczty. Z tego związku urodził sławny dzisiaj już nieżyjący Sławomir Mrożek. Mój Tata Julian i Mama Władka Kurtyki, mieli swój epizod ze służbą w Bielczy. Mama Władka Kurtyki została tam na stałe wychodząc za mąż. Wszyscy to pewnie znają, ale ja sobie tej przyjemności nie odmówię, i pragnę z tej okazji zacytować fragment wiersza autorstwa Andrzeja Waligórskiego pt. „List w sprawie polonistów”.
 
Nauczyciel, niepoprawny romantyk,
Nie największym się cieszy mirem,
Ale ja mu – laury i akanty
Ale ja mu - kadzidło i mirrę!
ja go za to całuję w dłonie,
ja go za to podziwiam i cenię,
A ty przed nim na kolana, chamie,
cały w złocie i volkswagenie!
Bo jeżeli jesteś i ja jestem,
To dlatego, że stojący na warcie
nauczyciel znużonym gestem,
kartki książek wertował uparcie.
Za Kajzera i za Hitlera,
I za cara, i za innych władców paru,
I dlatego właśnie nie umiera
Coś ważnego, co nazywa się Naród.

Kończąc swoje wystąpienie o życiu w Niedźwiedzy śp. Marii Kułak, chcę wszystkim bez wyjątku bardzo podziękować. Dziękuję siostrze Bogusi za wielką rolę, jaką odegrała. Dziękuję także tym, którzy pomagali lub starali się pomagać i trzymali przysłowiowe kciuki. Dziękuję bardzo.


Głos zabrał też zaproszony gość, Władysław Kurtyka z Wierzchosławic.

 
Nazywam się Władysław Kurtyka, pochodzę z Bielczy. Moja matka Anna Kurtyka z domu Barnacka była rodowitą niedźwiedzanką. W Niedźwiedzy mieszkała do roku 1946. Tutaj urodziła się trójka mojego rodzeństwa. Niedźwiedza - słowo to często pojawiało się w rozmowach w naszej rodzinie. Matka zawsze ciepło wspominała swoją pierwszą nauczycielkę, w domyśle Panią Kułakową. Na dzisiejszą uroczystość ułożyłem wiersz, jak Państwo pozwolą, to go przeczytam:
 
Nauczycielka nie od parady
ukochałaś tę wieś
o Pani z odległego Borzęcina
uczyłaś pierwszych liter alfabetu
nie wszyscy pojmowali, nie Twoja to wina

Niedźwiedza podgórska to wieś
uroku pełna, krasy
dla dziatwy szkolnej
najważniejszą osobą byłaś Ty, i problemy klasy

pragnieniem Twoim było, żeby oświata trafiła pod strzechy
opiekuńczym duszkiem całej szkoły byłaś
dzieci Cię uwielbiały
dla ich pomyślności tylko żyłaś

cieszyło Cię jak z surowego włościańskiego pnia
stylizował się piękny umysł nasiąknięty wiedzą
nauczycielką byłaś nie od parady
dom-szkoła oddzielona była tylko miedzą

dla niesfornych było napomnienie
dla pracowitych pochwała
sprawiedliwość była Twoją domeną
tyś wszystkich jednakowo kochała

dla Ciebie dziś fanfary
dla Ciebie szczere podziękowania
mojej matce wszczepiłaś
chęci do książek czytania

tę miłość do słowa pisanego
matka swoim dzieciom wpoiła
chwała Ci za to Pani Kułakowa
bowiem w książce tkwi ogromna siła

niedźwiedzka ziemia pokłon Ci składa
tablica pamiątkowa jest tego dowodem
całe życie tej szkole oddałaś
jakbyś była stąd rodem

Z kolei przed zgromadzoną publicznością wystąpiły dzieci z klasy szóstej, piątej i czwartej, odczytując zebranym wspomnienia i wywiady związane z Marią Kułak. Materiał opracowały pod kierunkiem Anny Mikosz, nauczycielki historii i języka polskiego.


Nauczycielka Maria Kułak w pamięci Rozalii i Mieczysława Kuklów

Moja prababcia, Rozalia Kukla chodziła do szkoły od I klasy. Wtedy było jedynie siedem klas. Pani Maria Kułak na początku nauczała dzieci w domach, później w szkole. Stara szkoła mieściła się w miejscu obecnego domu państwa Dudków. Pani Maria uczyła nas wszystkich przedmiotów do piątej klasy. Starszych uczniów uczyli pan Grzesik, Brzęk i Suchan. Helena Wojnarska pomagała pani Marii przygotować dzieci do przedstawień oraz występów szkolnych. Pani Kułak była uczciwą, wymagającą, ale i uprzejmą nauczycielką. Stosowała surowe zasady wychowania. Miała swój styl ubioru. Zawsze była ubrana w długą spódnicę, kapelusz oraz koronkowe rękawiczki. Mój pradziadek, Mieczysław Kukla wraz z Karolem Dudkiem wozili furmankami zaprzężonymi w konie panią Marię do Brzeska lub Zakliczyna na konferencje. Opodal szkoły miała posadzone grządki z warzywami, gdzie uczniowie pomagali jej je plewić. Pni Kułak mieszkała w starej szkole z panią Helena Wojnarską. 
 
Amelia Kukla 

 
Nauczycielka Maria Kułak w mojej pamięci. Wspomina Józef Dudek
 
Pani Maria uczyła mnie od pierwszej klasy. Żeby zapisać mnie do szkoły, mama musiała dać pani kierowniczce Eleonorze kogucika. Pani Kułak razem z panią Heleną i Eleonorą Wojnarską mieszkały w starej szkole. Do dwóch pokoi w części mieszkalnej szło się przez kuchnię. W drugiej części domu uczono się. Zawsze jak się do niej chodziło, to częstowała ciasteczkiem, które piekła pani Wiktoria, na którą mówiono Wikta. Przychodziła ona pomagać. Pani Kułak uczyła mnie wszystkich przedmiotów, natomiast pani Helena Wojnarska przygotowywała do występów teatralnych. Wszystkie klasy były w jednej sali i uczono się razem. Na uroczystości państwowe cała szkoła szła do kościoła w Porąbce Uszewskiej, śpiewając wcześniej nauczone pieśni. Pani Kułak miła psa Lulka. Codziennie do południa uczyły w szkole, a później chodziły z nim na spacer w to samo miejsce pod figurkę Boga Ojca. Na lekcji, gdy ktoś był niegrzeczny, pani Maria dawała nóż, aby pod żywopłotem z głogu przy szkole uciął sobie trzcinkę, którą później biła po rękach. Sprytniejsi chłopcy nacinali ten patyk w połowie i gdy pani nim uderzyła, on się urywał. Przez cała II wojnę uczono się od poniedziałku do soboty, a przerwy były tylko na duże mrozy i pod koniec wojny. Pani Helena opowiadała, że gdy studiowała w Krakowie, podczas juwenalii wyniesiono ją oraz jej koleżankę razem z łóżkami na rynek. Miała ona włochatego kota, który był bardzo duży i spał zawsze na łóżku, lecz jego imienia niestety nie pamiętam.

Zuzanna Dubiel, kl. VI


 
Wywiad Natalii Cichy z kl. IV z Krystyną Dudek
Co wie moja babcia Krystyna Dudek o Marii Kułak ?

Uczyła historii, a była wychowawczynią starszego o rok rocznika. Pisała piękne wiersze, układa przedstawienia, bardzo wymagała z historii o Polsce. Bardzo kochała przyrodę i Niedźwiedzię. Grała na mandolinie, była niskiego wzrostu. Ubierała się wytwornie, nie tak jak wiejskie kobiety. Na głowie nosiła berety z pięknymi ozdobami. Często przychodziła do moich pradziadków Barbary i Józefa Mrzygłodów i mówiła: „Szyj, szyj Józuś, żeby Cię szatan nie kusił”. Była polonistką oraz uczyła śpiewu. Nauczyła moja babcię takiego wiersza:

„Lata moje młodzieńcze,
lata moje wiośniane,
pamięć o was w mym sercu
aż do zgonu zostanie.

Tak mi lekko na duszy,
wszystko tulę i pieszczę,
cały ogrom uczucia
w pamiętniku umieszczę.”

Ten wiersz pani Maria Kułak napisała, żeby moja babcia Krystyna Dudek powiedziała na jej pogrzebie:

 
„Żegnam was, żegnam,
ukochane dzieci,
i to słoneczko,
co na zachodzie świeci.

Żegnam was, żegnam,
łąki złociste,
ptaki śpiewające
i powietrze czyste.”
 


Eleonora Wojnarska z lewej, w środku Helena Wojnarska, z prawej Maria Kułak,
 każda ze swym pupilem.
 


Od lewej: Helena Wojnarska, Maria Kułak
 


Pierwsza komunia św., 1961 r. Maria Kułak w ciemnym kostiumie.
 


Stara szkoła w Niedźwiedzy
     
Na zakończenie wystąpił chór Niedźwiedzoki, wykonując trzy piosenki pełne ciepła i nostalgii.
 


Po zakończonej części oficjalnej odbyło się miłe spotkanie przy kawie. Sernik upieczony przez panią Joannę, żonę Władysława, smakował wybornie. Dużo pracy w przygotowanie uroczystości włożyła Bogusława Jankowska (listonosz), siostra Władysława. Zaproszeni goście otrzymali wykonane przez dzieci efektowne stroiki bożonarodzeniowe wraz z życzeniami. Był czas na indywidualne i ciekawe rozmowy.


 
 

 

 
 


Tekst: Lucjan Kołodziejski

Zdjęcia: Władysław Kurtyka i Bogumiła Jankowska
Zdjęcia archiwalne ze zbiorów Władysława Niemca
comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2020 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com