Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Zmarł ks. Wiesław Jemioło  (bap)  2016-10-02

Wczoraj, tj. 1 października na Parafii Bogumiłowicach zmarł tragicznie ks. Wiesław Jemioło pochodzący z Brzeska. Informacje dotyczące pogrzebu, zostaną podane wkrótce do publicznej wiadomości.

źródło: Parafia w Bogumiłowicach

Pokój jego duszy.

Aktualizacja:

Wprowadzenie ciała śp. ks. Wiesława do kościoła parafialnego w Bogumiłowicach odbędzie się w środę 5 października o godz. 9.

Msza św. pogrzebowa w kościele parafialnym w Bogumiłowicach zostanie odprawiona również w środę 5 października o 14.00, a następnie ciało zmarłego zostanie złożone na miejscowym cmentarzu.

Ks. mgr Wiesław Jemioło urodził się 29 stycznia 1954 roku w Brzesku. Pochodził z parafii pod wezwaniem NMP Matki Kościoła i św. Jakuba Apostoła w Brzesku. Egzamin dojrzałości złożył w 1973 roku, w Brzesku. Wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie, a po ukończeniu studiów filozoficzno - teologicznych przyjął święcenia kapłańskie z rąk biskupa tarnowskiego Jerzego Ablewicza w dniu 24 maja 1979 roku. Jako wikariusz pracował w parafiach: Nawojowa, Biecz, Rajbrot, Wierzchosławice i Bochnia – św. Pawła Apostoła. Od października 1993 roku pełnił urząd proboszcza parafii Bogumiłowice. Ponadto sprawował obowiązki dekanalnego duszpasterza trzeźwości w dekanacie Wojnicz.

źródło: Diecezja Tarnów
3 październik 2016 r.


Ks. Wiesław Andrzej Jemioło

Przyszły kapłan jako pierworodny urodził się 29 stycznia 1954 roku w Brzesku i dnia 21 lutego został ochrzczony przez ks. Franciszka Krzemienia, miejscowego wikariusza. Na chrzcie św. otrzymał imię Wiesław Andrzej, a chrzestnymi byli Aleksander Sułek i Cecylia Trela.
Lata szkolne spędził Wiesław w rodzinnym mieście. Dnia 22 maja 1968 roku przyjął z rąk biskupa Piotra Bednarczyka sakrament bierzmowania i obrał sobie za patrona św. Stanisława. Potem uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego w Brzesku i w maju 1973 roku złożył egzamin dojrzałości.
W tym samym roku wstąpił do Seminarium Duchownego w Tarnowie.Sześcioletnie studia teologiczne zakończył w roku 1979 uzyskaniem magisterium w zakresie biblistyki Nowego Testamentu na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie za pracę pt. "Przymioty i obowiązki pierwszych głosicieli Ewangelii" (Mk 6,7-13; Mt 10,1-16; Łk 9,1-8.10,1-16), napisanej pod kierunkiem ks. prof. dr Michała Bednarza.
Dnia 24 maja 1979 roku w Uroczystość Wniebowzięcia Pańskiego Wiesław Jemioło otrzymał z rąk biskupa Jerzego Ablewicza święcenia kapłańskie w Bazylice Katedralnej w Tarnowie.
Po upływie prawie ćwierćwiecza próbuje ks. Wiesław dać dziś odpowiedź na pytane, co doprowadziło go do ołtarza:
"Cofając się dzisiaj myślą wstecz, zastanawiam się, co wpłynęło na to,że usłyszałem głos Bożego powołania i zapragnąłem zostać kapłanem. Na to pytanie nie potrafię dać jednoznacznej odpowiedzi, gdyż uważam, że złożyło się na to wiele czynników. Na pewno nie było to tak, jak można usłyszeć w wierszykach deklamowanych w czasie prymicji. Myślę, że Pan powołuje inaczej. On powoli oddziałuje na człowieka i formuje go przez różne sytuacje życiowe. Wybiorę tylko niektóre.
Zapewne znaczny wpływ miała niepowtarzalna atmosfera tego małego miasteczka, w którym wzrastałem i głęboka religijność jego mieszkańców.A trzeba zaznaczyć, że było to inne Brzesko. Nie było wtedy wielkich blokowisk, a ci tak zwani starzy brzeszczanie doskonale się znali.Pozdrawiali się na ulicach, przystawali na chwilę rozmowy, nie było tej wielkiej anonimowości. Związani byli mocno z wiarą i Kościołem. Może przywołam jeden obraz z mego dzieciństwa.
Adwent. Grudniowa ciemność rozświetlona gdzie nie gdzie ulicznymi latarniami szczypiący w policzki mróz, i ten odgłos skrzypiącego śniegu wydobywający się z setek nóg śpieszących z różnych stron Brzeska na roraty. A gdzieś w tym tłumie ja mały rozespany chłopiec prowadzony przez matkę do kościoła. Roraty - to słowo po dzień dzisiejszy kojarzy mi się z szarym potokiem ludzkiego tłumu spływającym pospiesznie w kierunku małego neogotyckiego kościółka i ze skrzypieniem śniegu.

Patrząc na życie ówczesnych mieszkańców miasta Brzeska trzeba powiedzieć, że było ono uświęcone bliskością kościoła. Przeżywanie roku liturgicznego świąt w kościele miało swoje przedłużenie w domach, w rodzinach. Całe bogactwo świątecznych tradycji roku liturgicznego było w nich starannie kultywowane. Chrześcijańska tradycja była dla nich mocnym korzeniem, z którego wyrastało chrześcijańskie życie.

Na pewno swój wpływ na rodzące się powołanie mieli kapłani tu pracujący. Nie sposób wymienić tu wszystkich. Pierwszy mój proboszcz to Ks. Jakub Stosur. Schodząc w dół ul. Głowackiego jako mały jeszcze chłopiec wieczorową porą wiele razy widziałem jasno oświetlone szeroko otwarte okno na starej plebanii a w nim czarną sylwetkę szczupłego kapłana. Początkowo bałem się go. Wydawał mi się bardzo groźny.Zwłaszcza gdy z wysokości ambony z wielkim biretem na czubku głowy w czasie wygłaszania kazania ni stąd ni zowąd huknął: >A wiecie co wam powiem.<. Słowa te przetaczały się jak grom po kościele budząc co niektóre parafianki drzemiące w ławkach. Zwłaszcza wtedy gdy podnosił głos wydawał mi się bardzo groźny, ale powoli zmieniałem zdanie, gdy widziałem jak moja mama ustawia się w kolejce do spowiedzi właśnie do jego konfesjonału. Stojąc z boku i czekając na mamę przyglądałem się,jak spowiadał i jak długa była kolejka do jego konfesjonału. Chyba nie jest on aż tak groźny skoro moja mama chodzi do niego do spowiedzi,myślałem sobie w mojej dziecięcej główce. Wszystkie moje obawy i wątpliwości prysły, gdy pewnego razu wraz z moją mamą poszedłem na plebanię. Rozglądałem się ciekawie. Po plebańskim podwórku spacerowały dostojne indyki, kury, kaczki. Sama plebania była bardzo stara przyciśnięta jakby do ziemi. Moja mama pracowała wtedy w tzw.Magistracie i przychodziła przypomnieć proboszczowi o załatwieniu w stosownym terminie formalności podatkowych.>A, jesteś Oluś, no dobrze, że pamiętasz. Przypomnij mi zawsze o podatkach, żebym z zapłatą nie zalegał<. Po chwili dopiero zauważył, że w korytarzu jestem także i ja.>A to twój syn, a jak ma na imię?

Na wszystkich księży zawsze patrzyłem z wielkim zainteresowaniem. Były to dla mnie autorytety. Odnosiłem się do nich zawsze z wielkim szacunkiem.
Moim katechetą był ks. Jan Kordela. Uczył mnie religii przez całą szkołę podstawową w punkcie katechetycznym przy tak zwanym siennym rynku, dziś Kazimierza Wielkiego. Lubiliśmy właśnie tam chodzić na religię. Pamiętam, jak czasami w zimie toczyliśmy prawdziwe bitwy śnieżne goniąc się po rynku i obrzucając śnieżnymi kulami, podczas gdy nasz ks. katecheta gorliwie jeszcze uczył i nie wypuścił poprzedniej klasy. Ksiądz katecheta siedział na podwyższeniu za stolikiem i pięknie opowiadał, a my słuchaliśmy go z wielkim zainteresowaniem. Och! Jak on pięknie opowiadał! A gdy na tablicy malował kolorową kreda schematyczne ludziki, to wydawało się nam, że są to najwspanialsze obrazy.

Pamiętam też dobrze sylwetkę Ks. Jan Fortuny. Księdza emeryta staruszka a zarazem wielkiego społecznika idącego na Mszę św. w starej sutannie i mocno wytartym swetrze z okrągłymi okularami na nosie. Długa była jego droga powrotna z kościoła do domu, bo zatrzymywał się z przygodnie spotkanymi na rynku ludźmi i długo rozmawiał. Dzisiaj w dobie specjalizacji gdy jest mnóstwo różnych księży dyrektorów, caritasu, duszpasterstwa świata pracy, policjantów, strażaków, rolników, to myślę że Ks. Fortunie nadano by tytuł Ks. dyrektora do spraw duszpasterstwa kupców handlujących na bazarach. Ale nie tylko, bo ludzie wskazując na Ks. Fortunę mówili, że to jest taki ksiądz, który z własnych pieniędzy wybudował kościół Świętego Ducha koło starego cmentarza. Kościół wybudowany z pieniędzy księdza, myślę, że to jest też piękny przykład kapłańskiego życia.

Swój wpływ na moje powołanie kapłańskie mieli księża katecheci szkół średnich. Śp. Ks. Edward Limanówka i Ks. Stanisław Jurek. Ks. Edwarda podziwiałem za wspaniałe wykłady zwłaszcza z historii kościoła. Jeden z moich szkolnych kolegów deklarujący się jako niewierzący chodził na lekcje religii, bo jak sam mi to powiedział lubił słuchać jego wykładów z historii Kościoła. Skończyły się wykłady z historii Kościoła, to przestał chodzić na lekcje religii.Ks. Jurek natomiast wniósł wiele radości w katechezę. To on uczył nas pierwszych piosenek diwalowskich akompaniując na przenośne fisharmonii. To on pielgrzymował z nami do Okulic i do Częstochowy. Lubiliśmy ks. Jurka i spotkania z nim na katechezie odbywającej się na chórze w małym kościółku ks. Fortuny, jak się wtedy mówiło.

Tak, jestem o tym głęboko przekonany, że także i postawa księży pracujących w Brzesku miała wpływ na moje powołanie. Decyzję ostateczną zostania kapłanem podjąłem w czwartej klasie liceum. A po maturze wraz z kilkoma kolegami zastukałem do furty seminaryjskiej w Tarnowie."

Prymicje ks. Neoprezbitera Wiesława Jemioły odbyły się 27 maja 1979 roku w rodzinnej parafii św. Jakuba w Brzesku. Kazanie wygłosił ks.Marian Grzanka, proboszcz z Niedomic. Na obrazku prymicyjnym ks.Prymicjant umieścił słowa, z którymi pragnął iść w życie kapłańskie: W Tobie, Panie, zaufałem, nie zawstydzę się na wieki" (Te Deum).

Po prymicjach i krótkich wakacjach rozpoczęła się kapłańska służba ks.Wiesława. Pełnił ją kolejno najpierw jako wikariusz w Nawojowej(1979-1981), potem w parafii Rajbrot (1981-1986), następnie w Wierzchosławicach (1986-1991) i w latach 1991-19993 w parafii św. Pawła w Bochni. Tam otrzymał wezwanie do Tarnowa. "Kiedy niespodziewanie ks.Biskup Józef Życiński zawezwał mnie wprost z sali katechetycznej, nie przypuszczałem - wspomina ks. Jemioło - że rozpoczyna się dla mnie nowy etap życia kapłańskiego. Ks. Biskup wstał od biurka, podszedł do mnie,przyglądnął mi się i powiedział: >Ale Bogumiłowice będą miały młodego proboszcza<. W kilku szybko wypowiedzianych zdaniach zobrazował mi główne problemy Bogumiłowic. Dowiedziałem się, że jest rozpoczęta budowa kościoła, że nie ma plebanii i trzeba sobie szukać gdzieś mieszkania.>Będą pewne problemy<- powiedział i udzielił mi biskupiego błogosławieństwa kreśląc szeroko znak krzyża nad moja głową.I tak rozpoczął się czas mojej pracy w Bogumiłowicach. Nigdy wcześniej nie przypuszczałem, że to właśnie mnie przypadnie budować kościół,plebanię, zakładać nowy cmentarz, a jednak. Dziś wiele rzeczy się zmieniło. Modlimy się już w nowym kościele, mieszkam w nowej plebanii anie na stancji, w wynajętym pokoiku, mamy tez swój cmentarz parafialny."
Prawie równocześnie z tą nominacją otrzymał ks. Jemioło odznaczenie kościelne Expositorium canonicale (Ec).

Już 14 lat pracuje tam służąc Bogu i wiernym tej parafii. Cieszy się,że jest potrzebny. Nigdy nie żałuje tego, że wybrał taką drogę życia.Przeciwnie, jest głęboko przekonany o słuszności tej decyzji. Z biegiem lat gromadzi w sercu coraz więcej wspomnień potwierdzających to przekonanie. Oto jedno z nich: "Mała wiejska parafia zagubiona w górach. Jedna z tych miejscowości, o których mówi się, >gdzie diabeł mówi dobranoc<. Smutny wczesny wieczór stanu wojennego. Pod plebanię z głośnym warkotem zajeżdża stara, zdezelowana syrenka. Wysiada z niej zdyszany mężczyzna.>Proszę księdza tam umiera człowiek<-wykrztusił. Idę do kościoła, zabieram Najśw. Sakrament. Wsiadam do syrenki. Ruszamy. Mijamy granicę parafii, a mój kierowca jedzie dalej.>Daleko jeszcze<- pytam.>Jeszcze trochę<- odpowiada.Słońce zachodzi za granatową ścianę gór porośniętych świerkowym lasem.Szybko zapada zmrok. Ku mojemu zaskoczeniu kierowca zatrzymuje się nad brzegiem niewielkiej rzeki.>Dalej samochodem jechać nie możemy -powiada - trzeba przesiąść się na furmankę<. Wskakują na wóz.Woźnica zaciął konie. Kąsający chłód wdziera się za kołnierz. Wjeżdżamy w czerń lasu. Jest tak ciemno, że z trudem widać leśną drogę. Ale woźnica zna ją doskonale. Jedzie bez czapki. Wiezie przecież księdza z Panem Jezusem. W pewnej chwili wóz niebezpiecznie przechyla się gwałtownie. Przesuwam się w przeciwną stronę, aby zachować równowagę.Ale z ciemność wyłaniają się sylwetki mężczyzn. Biegną obok wozu i podtrzymują by nie stoczył się w rozpadlinę. Rozglądam się chcąc,zresztą bezskutecznie, przebić wzrokiem ciemności lasu.>Gdzie jesteśmy? Kiedyż wreszcie dojedziemy?<. Wydaje mi się, że błądzimy.Kluczymy po leśnej gęstwinie bardzo długo. Naraz ściana lasu urywa się.Jesteśmy na polanie. Na środku stoi mały drewniany dom. Z niewielkich okien błyska światło. Wchodząc do sieni słyszę głośno odmawiany różaniec. Otwieram drzwi, buchnęło ciepłym powietrzem przesyconym zapachem świec. W domu nie ma prądu, więc jego mieszkańcy w różnych miejscach pokoju poustawiali zapalone świece. Pod ścianą, na stercie poduszek, przywalona grubą pierzyną leży staruszka. Jej blada twarz jest dziwnie spokojna, w splecionych dłoniach trzyma różaniec, na którym modli się wraz z przybyłymi sąsiadami. Widać, że jest to chwila ostatnia. Sąsiedzi wychodzą z pokoju. Rozpoczyna się spowiedź, a potem Komunia św. i namaszczenie olejem świętym. Wspólna modlitwa i chwila rozmowy. A potem długi powrót. Na plebanię przyjeżdżamy późną nocą. W moim pokoju jest zimno. Biorę się do rozpalania w piecu. I patrząc na radośnie strzelające płomyki ognia przypominam sobie spokojną twarz staruszki i malującą się na niej jakby nieziemską radość po przyjęciu Komunii św. A jednak zdążyłem. Warto było tal długo jechać. Na pewno warto. I wtedy Pan dał i mnie odczuć mimo zmęczenia, że jednak jestem potrzebny, że bardzo byłem potrzebny."

źródło: Parafia NMP Matki Kościoła i św. Jakuba Apostoła

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2020 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com