Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Prośba do świętego Mikołaja  (Jacek Filip)  2016-12-05

Powoli zbliża się dzień chyba najbardziej oczekiwany zwłaszcza przez naszych milusińskich – 6 grudnia. To właśnie tego dnia jego patron, św. Mikołaj, jest szczególnie  zapracowany.





Ikona przedstawiająca św. Mikołaja, biskupa Miry,
pierwowzór postaci św. Mikołaja

(Wikipedia)

Św. Mikołaj to postać nie tylko wielce tajemnicza, ale przede wszystkim intrygująca. Podobno przez przypadek został biskupem i choć kiedyś chciano go ukarać pozbawieniem sakry, z powodzeniem sprawuje pieczę nad księżmi i zakonnikami. Biskup jest także patronem więźniów, żeglarzy, panien bez posagu, literatów (choć nigdy nic nie napisał), wreszcie, co dla nas, rodziców, najważniejsze, obejmuje kuratelą dzieci.

Józef Szczypka napisał w „Kalendarzu polskim”, że „ten święty, który może wilków nie widział na oczy, strzeże też przed nimi: w dawnej Polsce chłopi przynosili mu z tego powodu do kościołów dziękczynne wieńce ze lnu i konopi, nie zapominając też o ofiarach czynionych z kur czy baranów.” Jak głoszą przekazy, wilki też nie pozostawały bezczynne w ten dzień, gdyż zbierały się razem i debatowały nad podziałem swoich przyszłych łupów, dlatego pasterze „wzmacniali” swe prośby o obronę, poszcząc.

Nie było chyba miejsca, gdzie by nie lubiano biskupa z Miry, bo to on miał przynosić po kryjomu złoto dziewczynom, żeby miały na posag, wytrącał z ręki kata miecz i uwalniał skazańców, ratował okręty podczas burzy lub po prostu roznosił dzieciom miodowe placuszki.

Wprawdzie dzisiaj nie składamy mu wieńców ani ofiar i nie czcimy go już postem, to jednak jesteśmy bardzo uradowani, kiedy tak jak przed laty ten siwy, dobroduszny, hojny, a przede wszystkim obdarzony znakomitą pamięcią staruszek nadal nie zapomina o naszych domach. Zjawia się w ów magiczny wieczór, gdy najmłodsi stają się wyjątkowo grzeczni i godzą się nawet na niepotrzebne mycie uszu, albo przychodzi niewidzialnie nocą, gdy nasi milusińscy pozostają w objęciach Morfeusza, śniąc oczywiście o podarunkach.

Wszyscy znamy i pamiętamy czystą Mikołajową dobroć. Wzrusza nas ona podobnie jak jego zwykle waciana broda czy oklejony sreberkiem pastorał, z którego od czasu do czasu święty robił użytek, oceniając nasze smarkate grzeszki, darcie spodni czy kłamliwe sprawozdania z tego, gdzie się przebywało i co się robiło z koleżkami.

A ileż razy przysięgaliśmy głośno poprawę, z mocnym choć już cichym postanowieniem jej niedotrzymania, o czym na pewno jako święty wiedział, jednak nie dając nic po sobie poznać. A może niektórzy pamiętają, że zdarzało się, iż zamiast wymarzonych podarków znajdowali pod poduszką skromną, cichą rózgę? Jeśli tak było, na pewno dzisiaj, patrząc z perspektywy minionych lat, nie żywimy już najmniejszych pretensji do świętego dobroczyńcy, bo był wówczas tylko sprawiedliwy, znał nasze zło i musiał je karać.

O nieomylności biskupa najlepiej świadczy to, że po srogim nas przeegzaminowaniu nigdy nie mylił się w doborze darów i to bez względu na porę, kiedy nas odwiedzał. Często widzieliśmy, jak przed osądzeniem nas zasięgał opinii mamy czy babci, a nie wiedzieć czemu pomijał ojca. „Przychodził oczywiście ze swoimi czekoladkami, lalkami, strzelbami czy książeczkami z dalekich gwiezdnych obszarów, korzystając z odpowiednio wysokiej drabiny. Ale że nieraz niezmierna szczodrość pchała go ku wydatkom już tu na ziemi, bez trudu rozpoznawaliśmy wśród niebiańskich wyrobów rzeczy ze znajomych sklepików, a nawet jabłka czy orzechy z naszych sadów.”

W dawnej Polsce św. Mikołaj wędrował w asyście dwóch małych aniołków oraz krzepkiego dziadka, który wodził na łańcuchu diabła, no bo przedstawiciel zła być obowiązkowo musiał.. Towarzystwo już od rana odwiedzało domy, by uszczęśliwić dziatwę podarkami, ale też gwoli przestrogi postraszyć obecnością czarta. Dzieci musiały odmawiać pacierz lub odpowiadać na pytania z katechizmu. A potem aniołki w komeżkach i z wianuszkami na głowach podsuwały świętemu koszyki z prezentami, by miał czym nagradzać.

A jeśli ktoś egzamin oblał? „Wtedy dostawał rózgą albo dziadek, nie zawsze tylko symbolicznie, karał go swoją nieodzowną w takich momentach dyscypliną. Usmolony diabeł kwiczał, rechotał, wrzeszczał, nie obywając się ani na chwilę bez wideł. Musiał je mocno trzymać w ręku, zwłaszcza wówczas, gdy przyszło mu wymierzać sprawiedliwość jakimś dorosłym panienkom, które zamiast odpowiadać na pytania wolały sobie lekkomyślnie pochichotać.”

Zwyczaj egzaminowania prawdopodobnie wziął się od średniowiecznych żaków, którzy bardzo polubili chodzić po mieście w towarzystwie św. Mikołaja i zbierać datki na podkarmianie zgłodniałych młodzieńców. Wszystko odbywało się przy akompaniamencie śmiechu i dobrej zabawy. I tak zawsze powinno być, chociaż ... Melchior Wańkowicz (1892-1974) wspomina: „Wyruszyłem karetą z wielkim kolorowym sztandarem i w asyście przebranych kolegów. Pókiśmy objeżdżali obchody, zamówione przez ochronki, żłobki, szkoły, szpitale, domy starców i inne świątobliwe instytucje, szło jako tako. Ale potem, kiedy poczęliśmy kwestować po knajpach, miałem kłopot z aniołem. (...) W swojej lnianej peruce, której by się nie powstydził żaden platynowy wamp, w swojej różowej damskiej koszuli z koronkami i z gębą naróżowaną, sypiąc wonnym pudrem, wyglądał nie tyle na pierwszorzędnego anioła, ile na trzeciorzędną anielicę. Pijaki po knajpach, zachwycone, że im się nadarzyła tak miła sposobność okazania pobożności, łapały anioła, sadzały na kolana i tak mi go podpoiły, że bestia rąbnął kekuoka, najrozpustniejszy wówczas taniec. Musiałem go pod troskliwą opieką diabła wyprawić do domu.”

Namnożyło nam się dzisiaj świętych Mikołajów. Spotykamy ich na ulicach, w telewizji i w centrach handlowych, fachowo przeszkolonych, uśmiechających się szeroko nie tyle do naszych dzieci, ile do portfeli.

Jednak dla nas jesteś zupełnie inny: mniej wygadany, mniej sprytny, mniej kolorowy, mniej w ogóle piękny. „Ale Ciebie tylko kochamy. Wstążeczki na Twoich paczkach, jabłko, kredki czy choćby jeden dzielny żołnierz z ołowiu potrafią nam się długo przypominać i niemal znów dziwić, dlaczego tchnie z nich jakby zapach matczynej ręki, cudowny, zawsze wyczuwalny zapach naszego dzieciństwa. O, święty Mikołaju, już może nam samym nic nie przyniesiesz, już znasz nasze grzeszki, podrosłe, zestarzałe i zmienione, niestety, na szkaradne grzechactwa, lecz przecież nie zapominaj, że są od nas inni, młodsi, mniejsi, lepsi, zasłużeni. Im przynoś, im wręczaj!”


W oparciu o „Kalendarz polski” Józefa Szczypka (Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1980)
opracował Jacek Filip.

Tytuł i cytaty pochodzą z w/w książki.

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2021 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com