Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

W 50 rocznicę śmierci ks. Aleksandra Rogoża  (Lucjan Kołodziejski)  2016-12-12

Przed 50 laty, 25 grudnia 1966 r. w Tuchowie zmarł ks. prałat Aleksander Rogóż. Urodził się w 26 marca 1890 r. w Borzęcinie Dolnym. Jego rodzicami byli Józef i Maria z Nowaków. Egzamin dojrzałości złożył w II Gimnazjum w Tarnowie w 1911 r. W 1915 r. pracował jako wikary w Gawłuszowicach, a z dniem 1 sierpnia 1917 r. objął wikariat w katedrze tarnowskiej. Uczył religii w szkole w Klikowej, a następnie w III gimnazjum prowadzonym przez siostry urszulanki (1921-1934). Dał się wtedy poznać jako przyjaciel młodzieży, wobec czego biskup Wałęga 1 sierpnia 1921 r. powierzył mu funkcję sekretarza generalnego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej. W latach 1922-1939 wydawał pismo o zasięgu diecezjalnym „Młody Polak”. Pod koniec sierpnia 1921 r. został prefektem w Seminarium Duchownym. Osiem lat później objął stanowisko proboszcza w Ropczycach, gdzie wybudował plebanię oraz Dom Katolicki z salą widowiskową. Podobny dom wybudował w Chechłach, należących do tej samej parafii. W lutym 1932 r. został notariuszem dekanatu ropczyckiego. Od marca 1938 r. był proboszczem w Porąbce Uszewskiej. Oddał się tutaj pracy duszpasterskiej, ożywił działalność III Zakonu św. Franciszka, erygował Bractwo Szkaplerza i Straż Honorową, jednak wobec zaostrzającego się konfliktu z parafianami zrezygnował z funkcji i w 1946 r. objął kapelanię sióstr dominikanek w Białej Niżnej. Z dniem 23 października 1947 r. mianowany został administratorem parafii św. Jakuba Apostoła w Tuchowie, gdzie działał z właściwą sobie energią. Później objął obowiązki proboszcza tejże parafii. Od grudnia 1959 r. był dziekanem dekanatu tuchowskiego (po rezygnacji został dziekanem honorowym). Z powodów zdrowotnych 31 października 1966 r. zwolniony został z obowiązków duszpasterskich. Zmarł 25 grudnia 1966 r. w Tuchowie, a pochowany został na miejscowym cmentarzu. Był autorem kilku tomów kazań, zwłaszcza dla młodzieży, a także około 40 artykułów z zakresu duszpasterstwa [1].

Dzięki staraniom ks. A. Rogoża oraz chłopów z dolnej części Borzęcina, bp Franciszek Lissowski podjął decyzję o erygowaniu parafii w Borzęcinie Dolnym pod wezwaniem NMP Królowej Polski z dniem 3 maja 1936 r. Ks. Rogoż podczas proboszczowania w Ropczycach zaproponował współpracującemu z nim młodemu wikariuszowi ks. Stefanowi Motyce podjęcie pracy w Borzęcinie Dolnym. Był przy poświęceniu kamienia węgielnego pod Dom Katolicki i nowy kościół parafialny.

Poniżej prezentuję wybrane fragmenty przemówienia bpa ordynariusz Jerzego Ablewicza wygłoszonego w dniu wprowadzenia zwłok ks. A. Rogoża do kościoła oraz kazania bpa Karola Pękali wygłoszonego podczas msz św. żałobnej. Pełny tekst wraz z notą biograficzną i bibliografią prac ks. A. Rogoża znajduje się w „Curendzie” nr 1 z 1967 r.,  ss. 87-96.




Poświęcenie kamienia węgielnego pod budowę kościoła parafialnego.
Podpis ks. S. Motyka.
(fot. z kroniki parafialnej)

Fragmenty przemówienie J. E. Księdza Biskupa Ordynariusza
na pogrzebie Ks. Aleksandra Rogoża.

(…) Najmilsi w Chrystusie Panu! Stoimy ze smutkiem u trumny śp. ks. Aleksandra Rogoża, Szambelana Papieskiego, Proboszcza w Tuchowie. (…) Życie śp. ks. Aleksandra płynęło w wierze. To życie nie mogłoby wyglądać tak jak się przedstawia, bez wiary. Wiara była motorem życia śp. ks. Aleksandra – oddanego Chrystusowi i Kościołowi. Wierzył głęboko tą wiarą, która jest nieodzowna dla kapłanów. Tą wiarą, bez której życie kapłańskie stałoby się jakimś wielkim nieporozumieniem. Tę wiarę miał do końca w swoim sercu. Mało. Ona w miarę lat potęgowała się w nim. Dlatego w testamencie pisał do Was, Najmilsi, swoich parafian: „Bracia, Siostry trzymajcie się wiary świętej”. Wzywał Was, żebyście się trzymali tej wiary świętej, która nadawała sens, znaczenie, kierunek całemu jego życiu kapłańskiemu.

(…) Patrzmy na życie śp. ks. Aleksandra. To było życie w pracy. Był on człowiekiem pracy. Tarnów, Ropczyce, Porąbka Uszewska, Tuchów, były świadkiem jego pracy. Pracując w Akcji Katolickiej, dosłownie we wszystkich parafiach diecezji był z jakąś posługą, z jakąś misją. Wygłosił w ciągu swojego życia 300 misji i rekolekcji, które potrafił łączyć z inną pracą. To był człowiek wielkiej pracy. Pracował do końca, chociaż urzędowo przeszedł on w stan spoczynku. Ale w stanie spoczynku nigdy nie pozostawał, jak wiecie dobrze, bo do ostatniej chwili, do ostatniego tchnienia życia szedł tutaj do kościoła, by pracować tak jak jeszcze mógł, zwłaszcza w konfesjonale. (…) Życie śp. ks. Aleksandra w sposób wyjątkowy cechował aktywizm. To było życie dynamiczne, pełne ruchu i działania. Ten aktywizm przejawia się szczególnie w tym działaniu, jakie śp. ks. Aleksander poświęcił przed wojną Akcji Katolickiej. Był niezwykle aktywnym działaczem Akcji Katolickiej, zwłaszcza w jej stowarzyszeniach młodzieżowych. Wczoraj z posługą biskupią byłem poza naszą diecezją. Pytano mi się, co będę robił dzisiaj. Odpowiedziałem, że muszę wziąć udział w pogrzebie śp. ks. Aleksandra Rogoża z Tuchowa. Od razu księża rozpoznali, o kogo chodzi. Zaczęli wymieniać tytuły Jego książek i artykułów. Śp. Ks. Aleksander był pionierem przedwojennej Akcji Katolickiej. Wytyczał jej drogi swoim umysłem i sercem. To, co na terenie tarnowskiej diecezji zaczynał śp. ks. Aleksander Rogóż, niejednokrotnie wprowadzano w ogólnopolską Akcję Katolicką.



Kościół parafialny w Tuchowie, 2016
(fot. L. Kołodziejski)

(…) W ciągu swojego życia śp. Ks. Aleksander dobrze czynił drugim. Zwłaszcza tym którzy byli biednymi, którzy potrzebowali pomocy. Wiem, że przed śmiercią rozmaitych biednych ludzi obdarowywał tym, co jeszcze miał. Miał współczucie dla biednego człowieka. Był ożywiony miłością. Dlatego nie tylko pomagał biednym, lecz również przebaczał i prosił o przebaczenie. Oto w jego testamencie czytamy: „Wszystkich Braci Kapłanów i Drogich Parafian za wszystko pokornie przepraszam oraz wszystkim z całego serca przebaczam”. To był kapłan typu „buenerges”, impulsywny, pełen temperamentu. Ten temperament wnosił we walkę z wrogiem duszy ludzkiej. Ze złem w sobie i w drugich. Miał w tej walce jak najlepszą wolę. Ale wiemy dobrze, że to jest walka trudna, jedna z najcięższych w ogóle walk, jakie człowiek może toczyć. Stąd ta walka męczyła go czasem, czasem kończyła się u niego niepowodzeniami. Ale ona była i to jest chlubą życia śp. ks. Aleksandra. Bo zwycięstwo należy do Boga, a do nas kapłanów należy walczyć ze złem w sobie i w drugich. Z tym wrogiem duszy ludzkiej, który nazywa się grzech, zło, podłość, kłamstwo, przewrotność i tyle, tyle innych nazw posiada w języku ludzkim. (…) Śp. ks. Aleksander głęboko przeżywał pielgrzymujący charakter swojego życia i w ogóle życia Kościoła. Oto umiał na czas wycofać się ze swoich obowiązków i dziekańskich i proboszczowskich. To jest jedna z największych umiejętności człowieka umieć na czas wycofać się z obowiązków, którym nie można sprostać. Przez trzy lata ciągle mnie prosił, żebym przyjął jego rezygnację z dziekaństwa i probostwa. W końcu przyjąłem. Tę pierwsza wcześniej, tę drugą później. A on ucieszył się ogromnie tym, że wreszcie biskup zdjął z niego ciężar, którego nie mógł już udźwignąć, na którego dźwiganie nie miał sił fizycznych i nerwowych. Wiem z jaką życzliwością przyjął swojego adiutora, jaką życzliwością go obdarzał przez długie miesiące. (…) Śp. ks. Aleksander zmarł w samą uroczystość Bożego Narodzenia. To wielka Boża łaska. Ten przedziwnie wybrany przez Opatrzność Bożą dzień śmierci śp. ks. Aleksandra żywo przypomina nam to szczęśliwe życie niebieskie, jakie przygotował dla niego dobry Bóg, który przynosi nam szczęście prawdziwe przez swoje narodzenie w Betlejem. Ale nie masz wędrowca, którego by nie przyprószył proch ludzkiej winy w czasie pielgrzymowania do niebieskiej ojczyzny. Dlatego duszę śp. ks. Aleksandra polecajmy miłosierdziu Boga, który dla niej przygotował radość bez końca przez Swoje betlejemskie narodzenie. Amen.




Od lewej: s. Magdalena Rogóż, felicjanka i ks. Aleksander Rogóż.
(fot. z arch. N. Herma).

Fragmenty kazanie J. E. Księdza Biskupa Karola Pękali
na pogrzebie ś.p. ks. Aleksandra Rogoża 28 grudnia 1966 r.


Drodzy Bracia Kapłani, Czcigodne Siostry Zakonne, Najmilsi w Panu, Żałobni Słuchacze! (…) Ktokolwiek z nas wglądał głębiej w życie św. Pawła Apostoła musi się zdumiewać jego ognistą, żarliwą miłością ku Boskiej Osobie Jezusa Chrystusa. Toż z jego serca wypłynęły te słowa, będące jakoby deklaracja jego postawy: „Któż nas zdoła odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, czy ucisk, czy głód, czy nagość, czy niebezpieczeństwa, czy prześladowania, czy miecz? " dodaje z pełną energią wyrazu: Nic nas nie może odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym (Rz.8,23) (...) Ukochani moi! Ta postać św. Pawła Apostoła, rozmiłowanego w Jezusie Chrystusie, staje przede mną w tej chwili, kiedy oto otaczamy trumnę kryjącą doczesne szczątki śp. ks. Aleksandra Rogoża, jednego z najwybitniejszych kapłanów diecezji tarnowskiej i najbardziej zasłużonych. Żałobą są pokryte oblicza nasze. Żałobą jest pokryta tutejsza parafia, boć przecież On tutaj był jej włodarzem duchowym 18 lat – od roku 1947. Ale nie tylko tę parafię. Żałoba pokryła jego rodzinną parafię Borzęcin, gdzie ujrzał światło codzienne w pobożnej rodzinie w roku 1880. Żałoba pokryły się Gawłuszkowice - ta parafia daleka nad Wisłą, gdzie tuż po święceniach w roku 1915 – w czasie pierwszej szalejącej wojny światowej, przybył tam aby pełnić obowiązki wikariusza. Odczuwa głęboki również żal parafia Katedralna w Tarnowie, gdzie od roku 1917 przez trzy lata pełnił obowiązki wikariusza. Żałobą okryte są również Ropczyce – ta parafia, do której przybył jako proboszcz w roku 1929 i pozostawał tam do roku 1938. Żałobą okryta jest i parafia Porąbka Uszewska, gdzie był jej włodarzem w najtrudniejszych dla duszpasterstwa czasach, bo w czasie koszmarnej, ponurej nocy okupacji hitlerowskiej. Pełnił tam obowiązki Pasterza, Proboszcza od roku 1938 do roku 1947. Ale nie tylko te parafie okrywa głęboka żałoba i żal z powodu jego odejścia, ale cała diecezja jest okryta żalem i żałoba, bo On, pełniąc posłusznie wolę Księdza Arcybiskupa Leona Wałęgi, sprawował w diecezji od roku 1920 do roku 1929 przez nieomal całe 10 lat obowiązki Sekretarza Generalnego Związku Młodzieży Męskiej. I któż może powiedzieć, że zna choćby jedną parafię w diecezji, do której by On nie dotarł zawsze z ognistym Słowem Bożym, zawsze z duszą pełna entuzjazmu, porywając swoich słuchaczy wzwyż ku Bogu? I kiedyśmy tak patrzyli jak przebiegał nieustraszenie diecezje od Wisły aż po góry po Pieniny i Beskid Żywiecki,  od diecezji przemyskiej aż po diecezje krakowską, to patrząc na jego żarliwość, pokonującą wszelkie przeszkody mocą miłości Chrystusowej, można było do niego odnieść te słowa, które wypowiedział tak pięknie i mocno św. Paweł: „Któż nas odłączy od miłości Chrystusowej? utrapienie czy ucisk? głód czy nagość? Prześladowanie, niebezpieczeństwo czy miecz ? Nikt nie zdoła nas odłączyć od miłości, która jest w Chrystusie Jezusie Panu Naszym”.

(…) Pamiętam, a był to rok 1928, podczas tej strasznej zimy, która by już bodaj więcej nie powtórzyła się. Przyjechał jako sekretarz generalny z Tarnowa, aby w Wiśniczu Nowym, gdzie sprawowałem funkcję wikariusza, odwiedzić Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej. Było tak zimno, że nie można było gościnnego pokoju opalić. Przyszedł do mnie i spędziliśmy razem noc. I widziałem jako rano z swojej walizki podróżnej wyciągnął małą książeczkę. Położył na stole, otworzył, podparł głowę ramionami i długo, długo był wczytany w tę książeczkę. A potem ją zamknął i poszedł odprawić Mszę św. do kościoła. Z ciekawości popatrzyłem, co to za książka. I odczytałem tytuł „O naśladowaniu Jezusa Chrystusa”. Pamiętasz to, księże Aleksandrze ? – Bo ja doskonale pamiętam. – I wtedy, wtedy rozjaśniła się we mnie ta tajemnica Jego pięknej postawy kapłańskiej.  Wtedy zrozumiałem, skąd On brał ten zapał i ducha modlitwy, którego ja i otoczenie tak bardzo podziwialiśmy. Wszakże On odczytał w tym dziele o naśladowaniu, że Jezus Chrystus był Mężem modlitwy, że bez przestanku się modlił, że noce spędzał na modlitwie, że teraz jest w niebie, ażeby się ustawicznie modlić za nami. I zrozumiałem Jego znamienny rys, wielkie umiłowanie Najśw. Sakramentu, do którego pociągał innych, do Eucharystii, do życia eucharystycznego, bo księga IV tego dzieła poświęcona jest Jezusowi Eucharystycznemu. Zrozumiałem później skąd miał siły, chociażby tyle sił w Porąbce Uszewskiej , że podczas okupacji i po niej, kiedy Go Pan Bóg doświadczył wielkimi cierpieniami, mógł tak pogodnie je znieść. Bo w tej książeczce znalazł to powiedzenie, że całe życie Chrystusa to było krzyżem i cierpieniem. I że najprostsza droga do nieba – to jest królewska droga Krzyża św. I zrozumiałem, gdzie tkwiło to umiłowanie życia wewnętrznego i ciągłe jego rozwijanie. Bo wyczytał w tej książeczce słowa, o których nikomu zapomnieć nie wolno, że „jakiekolwiek byłoby twoje zajęcie, postaraj się o czas, aby zająć się duszą swoją.” (…)

Upłynęły lata. I pewnego razu sprawując urząd Dyrektora Akcji Katolickiej, wyjechałem wieczorem do Szynwałdu, do świątobliwego tamtejszego proboszcza księdza Siemińskiego. Przyjechałem wieczór, wszedłem do kancelarii i oto widzę – rozmawia ksiądz Siemiński z księdzem Aleksandrem Rogożem. Na biurku jest krzyż Chrystusów, koło tego krzyża jest położona trupia czaszka. Czaszka ludzka. Byli zajęci ze sobą rozmową i kiedy pytałem się księdza Rogoża, dlaczego on jeździ tak często do  Szynwałdu, do księdza Siemińskiego. Nieraz tam był i dwa, i trzy dni. Odpowiedział mi, że „jadę tam wtenczas, kiedy jestem zmęczony, kiedy jestem jakiś zgaszony duchowo, ażeby w rozmowie z księdzem Siemińskim, świątobliwym kapłanem, jakoś odrodzić się duchowo, przybliżyć się do Jezusa Chrystusa, nabrać nowych energii kapłańskich”. (… ) Śp. ksiądz Aleksander już jako wikariusz w Katedrze odznaczał się wielką miłością dla dziatwy, a zwłaszcza do młodzieży pozaszkolnej, tak bardzo opuszczonej. Były to bowiem czasy po wielkiej, pierwszej wojnie światowej. I po tej wojnie ukraińskiej, kiedy niemoralność, kiedy pijaństwo, kiedy brak poszanowania autorytetu tak bardzo niszczyły młodzieńcze dusze. I ksiądz Arcybiskup Wałęga, polecił mu sprawować urząd duszpasterza młodzieży męskiej pozaszkolnej w całej diecezji. Jakże się przejął tym zadaniem. Pamiętam, jak raz na zebraniu młodzieży mówił z całą siłą, z całym entuzjazmem i powiedział tak: „Młodzieńcze, twoje miejsce jest tylko na piersi Jezusa Chrystusa, na Jego Sercu. On niewinnego młodzieńca Jana św. w czasie ostatniej wieczerzy tulił do swojego Serca. I tobie trzeba być niewinnym. Trzeba mieć serce miłujące Jezusa Chrystusa, ażeby móc spocząć na Jego piersiach, na Jego Boskim sercu”. I dla tej młodzieży dawał wszystko ze siebie. Dawał wszystkie swoje uzdolnienia, swoje talenty, swoją pamięć, swoją wiedzę, swój czas, swoje siły. I przebiegł jak płomień gorejący poprzez diecezję i głosił niestrudzenie, co było wówczas nową rzeczą - rekolekcje parafialne zamknięte dla młodzieży.




Plebania w Tuchowie, 2015 r.
(fot. Lucjan Kołodziejski)

Kiedy przychodził na probostwo w roku 1929 do Ropczyc, to powiedział w chwili szczerości, że przeszło 200 serii rekolekcji wygłosił dla młodzieży w całej diecezji tarnowskiej. Tak wielu z Was pamięta, jak to Ksiądz Sekretarz od młodzieży, ksiądz Rogóż, przybywał w niedzielę do parafii i głosił rano dla rodziców, dla ojców i matek, kazanie o powinnościach dobrego wychowania dziatwy i młodzieży, a na sumie głosił kazanie dla młodzieży. Wzywał ją ażeby szukała tego co wzwyż jest, co jest w niebiesiech, rzeczy nieprzemijających. Po południu zaś szedł od wioski do wioski, od parafii do parafii i odbywał te nużące zebrania młodzieży pozaszkolnej, po ogniskach, po świetlicach, nieraz po domach prywatnych. I tej młodzieży oddawał wszystko. Wydawał pismo specjalne „Młody Polak”, pisał w innych pismach dla młodzieży, szkicował nieraz artykuły, kiedy jechał koleją, bo nie miał czasu kiedy indziej. Wystarczy wziąć do ręki te pisma przez niego wydawane, a zobaczymy ile tam ognia, ile entuzjazmu. Porywał tę młodzież tak ku Bogu, że go ktoś nazwał, iż jest „budzicielem powołań kapłańskich”. Pokazało się to, chociażby w naszej parafii, kiedy z niej za Jego pasterzowania wyszło 18 księży, a 4 jest obecnie alumnów. Ta młodzież go kochała. Ta młodzież otaczała go wielka miłością. Ta młodzież jakoś krzepnęła w zasadach katolickich. (…) to był duszpasterz, którego cechowała wielka inicjatywa. Był on zawsze czynny, był zawsze jakby niespokojny, szukał najlepszych sposobów do pracy, ażeby Pan Bóg był we wszystkim wsławiony. Toż jego księża wikarzy opowiadają, że się zastanawiał i notował sobie na kartce, co ma w następnym dniu zrobić. I zawsze ta kartka obfitowała w nowe pomysły, w nowe sposoby, w nowe jakieś metody oddziaływania, „Aby Bóg był wsławiony we wszystkim”. Nie tylko był pełen inicjatywy, ale zawsze pełen jakiejś energii twórczej. Zawsze aktywny, zawsze czynny. I to się wyładowywało nie tylko w zwyczajnych posługach duszpasterskich, ale między innymi i w tym, że chwycił za pióro i pisał. A to wszystko co pisał, odnosiło się tylko w tym celu i do tego, „Ażeby Bóg był wsławiony we wszystkim”. I pisał o metodach wychowania młodzieży, pisał nauki rekolekcyjne dla młodzieńców, ażeby ułatwić głoszenie rekolekcji, swoim braciom kapłanom. Pisał nauki rekolekcyjne i wydawał je dla młodzieńców. I dla panien. Pisał też dla mężczyzn nauki rekolekcyjne, pisał przeróżne artykuły w pismach, które podawały metody wychowania młodzieży, sposoby najlepszego na nią oddziaływania. I pozostały te pisma, pozostały jako żywy pomnik  i jako pomoc duszpasterska. I przez nie będzie jeszcze dalej oddziaływał. Ale nie tylko w tym objawiał swojego ducha apostolskiego. (…) Kiedy przybył do parafii, to zawsze wnosił jakiś powiew entuzjazmu. Gdy przybył do Ropczyc zobaczył, że nie ma Domu Katolickiego. Niezadługo wystawił wspaniały Dom Katolicki. Nie tylko w samych Ropczycach, ale w jednej z wiosek tej parafii, w ubogiej wiosce Chechły. Wystawił także Dom Parafialny. Postawił w Ropczycach także i plebanię, bo stara chyliła się ku upadkowi. Zawsze pełen energii, zawsze pełen twórczości. (…)

Kończąc to do Was moje przemówienie, pragnę w imieniu swoim i w imieniu moich Drogich Braci Kapłanów, w imieniu Jego Kolegów, Jego Rodziny, Sióstr Zakonnych, i Was wszystkich, a przede wszystkim w imieniu Młodzieży, którą wychowywał w naszej diecezji, złożyć Mu słowa wysokiego uznania i słowa gorącego podziękowania. Zarazem dołączyć słowa pożegnania z kapłanem Bożym, tak bardzo zasłużonym dla Winnicy Pańskiej (…)




Płyta nagrobna ks. A. Rogoża na cmentarzu parafialnym w Tuchowie, 2016 r.
(fot. L. Kołodziejski.)

Opracował
Lucjan Kołodziejski

Bibliografia
[1] ks. A. Nowak, Słownik biograficzny kapłanów diecezji tarnowskiej 1786-1985, t. IV R-Ż, Tarnów 2004, s. 24-25.

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2021 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com