Nieoficjalny Portal Miasta Brzeska i Okolic 
  Home  |   Almanach  |   BBS  |   Forum  |   Historia  |   Informator  |   Leksykon  |   Linki  |   Mapa  |   Na skróty  |   Ogłoszenia  |   Polonia  |   Turystyka  |   Autor  
 

Z Nowym Rokiem  (Jacek Filip)  2016-12-30

Do spalenia żółtych kalendarzy zachęcał w przeboju z lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku Piotr Szczepanik. Koniec starego roku i początek nowego jest okazją może nie do palenia, ale na pewno do wymiany posiadanych przez nas kalendarzy. W większości domów wiszą one na ścianach „zaopatrzone” najczęściej tylko w datę, imiona przypadające na dany dzień i jakąś ilustrację. Czy zawsze tak wyglądały?


Jak pisze w, nomen omen, „Kalendarzu polskim” Józef Szczypka – „Kraków słynął od wieków z kalendarzy (od łac. calendae – pierwszy dzień miesiąca), układano je zaś zrazu po to głównie, żeby było wiadomo, kiedy i jakie przypadają święta kościelne. Te bowiem <ruchome> sprawiały niemało kłopotu średniowiecznym głowom, mało obytym z podliczaniem mijającego czasu, a nawet z samym nazywaniem dni i miesięcy.”

 

Kalendarz krakowski z roku 1525

Z czasem zaczęły ukazywać się kalendarze poświęcone innym, równie chętnie czytanym zagadnieniom, jak religia, moralność, astrologia, medycyna, gospodarowanie, myślistwo, a nawet herbom, drzewom genealogicznym i koligacjom.

Zdarzało się, że krakowscy wydawcy kalendarzy lubili się zagalopować w obliczeniach czasu, stąd Francuzi ukuli powiedzenie „łże jak w Krakowie”. Śladami Krakowa w wydawaniu kalendarzy poszły miasta i mieściny, więc w końcu udało się nie pogubić w czasowych rachubach, a sprawami poruszanymi w tych wydawnictwach żyła kiedyś Polska jak długa i szeroka.

„Pierwszy kalendarz w języku polskim ukazał się w 1516 roku. Wieki następne spowodowały, że na pałace, dwory, kantorki rzemieślnicze czy wreszcie co bogatsze chaty spływała coraz liczniej kalendarzowa lawina.” „Kalendarz Astronomiczny dla Xięstwa Warszawskiego i Sąsiednich Okolic”, „Kalendarz Cudownego Medalika”, „Kalendarz dla Cukrowników”, „Kalendarz Domowy dla Wsi i Miasta”, „Kalendarz Ilustrowany”, „Kalendarz dla Ludu Polskiego”, „Kalendarz Wyścigowy” – to tylko niektóre nazwy dziewiętnastowiecznych wydań. Były też kalendarze satyryczne, a nawet takie o dziwnych, jak na tego typu wydawnictwo, tytułach: „Córy Ewy”, „Facetka”, „Facet”, „Kukuryku” czy „Pst-Pst”.

Jednak największą popularnością cieszyły się kalendarze, w których można było znaleźć kuchenne przepisy, porady, pocieszenia, a na specjalnych pustych kartkach można było notować ważne informacje, takie jak na przykład, kiedy urodził się syn czy oźrebiła klacz. Te kalendarze przywożono zwykle z jarmarków i pilnowano jak oka w głowie; nierzadko były jedynymi książkami w domu. „Szesnastowieczny kalendarz ścienny mistrza Szadka z Krakowa (1525) jest zatytułowany tak: <Naznamionowanie dzienne miesiąców nowych, pełnych, a przy tym dobrych ku krwie wypuszczeniu, baniek, lekarstwa, szczepienia i siania etc.> Małe obrazki poczynione przy niektórych dniach <znamionują> w tym pięknie zdobionym dziełku (w środku orzeł polski!) nie tylko kiedy należy wypuścić sobie krew, ale nawet to, kiedy należy się ostrzyc, odstawić dziecko od piersi albo liczyć się z brakiem apetytu.”



Zajmowali się też ich autorzy sprawami znacznie poważniejszymi, a do takich należy zaliczyć na przykład zamieszczenie przez jezuitę Franciszka Paprockiego z Wilna czterech konstytucji: angielskiej, amerykańskiej, francuskiej i polskiej („Kalendarzyk Polityczny” z 1792 r.) A czy i teraz, u progu 2017 roku, nie jest aktualna mądra maksyma wydrukowana na styczeń w jednym z kalendarzy? „Rok 1811 się zaczyna. Lepieyż nam będzie w tym Roku, tak zapewne każdy z nas myśli. – Lecz szczęścia swojego w nas samych, nie na powierzchownych świecidłach poszukiwać powinniśmy.”



Ogłoszenia reklamowe w „Kalendarzu Ilustrowanym” z 1869 r.

Jak już wspomniano, najbardziej poczytnymi stronami były te, które zamieszczały porady, m.in. takie: „Porządne i oszczędne pranie zatłuszczonej bielizny”, „Poczwórny plon buraków”, „Sposób wykrycia cykoryi w kawie mielonej”, „O klepisku przenośnym”. W niektórych kalendarzach pojawiały się całe rozprawki, jak na przykład „O potrzebie wyższego wykształcenia naukowego dla kobiet z powodu wpływu ich na wychowanie i oświatę mężczyzn” z takim uzasadniającym mottem: „Kogo akademija, dwór, obóz w rozum nie wypoleruje, tego żona rozumu, dowcipu nauczyć powinna.” Tekst ukazał się w 1862 roku.

Zapewne w większości noworocznych życzeń nie zostanie pominięty stan naszych finansów. Nieobce to zagadnienie było także „Kalendarzowi Stanisławowskiemu” z 1850 roku, który radzi, co należy zrobić, aby nigdy nie narzekać na brak gotówki: „Weź jaje jaskółcze, zgotuj je na twardo i włóż zgotowane na powrót do gniezda, z którego wzięte zostało. Po upłynionych dniach trzech popatrzysz znowu w tymże gnieździe, a znajdziesz w niem mały korzonek, który jaskółka przyniosła w celu odżywienia umorzonego przez gotowanie jaja. Korzonek ten zabierz i włóż do worka, w którym być powinno dwie sztuk monety. Ile razy więc wydasz takowe i worek wypróżnisz, znajdziesz w nim na nowo wspomnione dwie sztuki monety, skoro po nie do worka sięgniesz.”



Kalendarze kupowano przed Nowym Rokiem, co oczywiste, lecz ich lekturę odkładano na długie zimowe wieczory. A póki co, nastawał sylwester, „z wiwatami, salwami czy trzaskaniem fornalskich batów, choć raczej bez balów na dzisiejszą modłę. Sylwester pełen seansów wróżebnych z laniem wosku lub ołowiu, a czasem niebezpiecznego i odbywanego samotnie patrzenia w zwierciadło, w którym powinien ukazać się przyszły ślubny, lecz częściej migał – tfu! – diabeł, zwabiony najprawdopodobniej tym, że patrzenie musiało być praktykowane w stroju Ewy.”

Kiedy już nastał Nowy Rok, składano sobie życzenia i wręczano podarki. W wielu okolicach kładziono na stół – zwłaszcza w domach szlacheckich – świeży bochen oraz sól, przysłaniając je białym ręcznikiem, z nadzieją że to sprawi, by tych boskich darów nie brakowało w ciągu całego roku. Podobnie jak obecnie wszędzie słyszało się „do siego roku”, natomiast gdy wreszcie nadszedł Nowy Rok, dawni Polacy witali się słowami „Bóg cię stykaj” (spotykaj). Chyba niewiele osób dziś wie, że dni od Nowego Roku do Trzech Króli nazywano „szczodrymi”, co pociągało za sobą rozdawanie upominków. Nieraz wręczano je przygodnym winszującym, a mianowicie żakom, podrostkom, dziadziusiom. Szczególnie pomysłowi byli w tym żacy, którzy odwiedzając domostwa wręcz żądali:

Mości gospodarzu, domowy szafarzu,
Nie bądź tak ospały, każ nam dać gorzały
Dobrej z alembiku i do niej piernika.
Hej, kolęda! kolęda!

W kolejnych zwrotkach poszerzali listę „upominków”, jakich oczekiwali od gospodarzy, a że ci nie mieli wtedy serc z kamienia, stąd towarzyszący studentom wóz uginał się od pełnych worów i woreczków.

„Dziś może jesteśmy mniej hojni. Ale życzymy sobie nawzajem również dobrze i pewnie w noc sylwestrową zgodzimy się z Asnykiem, który przed wiekiem tak wołał:

Słyszycie! Północ już bije,
Rok stary w mgły się rozwiewa.
                Jak sen przepada...
Krzyczmy: rok nowy niech żyje!
I rwijmy z przyszłości drzewa
Owoc, co wiecznie dojrzewa
                A nie opada...”

W oparciu o „Kalendarz Polski” Józefa Szczypki (Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1980) opracował Jacek Filip

Tytuł, cytaty oraz ilustracje pochodzą z w/w książki.

comments powered by Disqus


Copyright © 2004-2020 Zbigniew Stos Wszelkie prawa zastrzezone.
Uwagi, opinie i komentarze prosze przesylac na adres portal.brzesko.ws@gmail.com