Janina Mika

   Dzieje  jednego  albumu

czyli

wielcy  ludzie  i  historia

w  życiu małej  galicyjskiej  wioski  –  Zaborowa

oraz  jej  mieszkańców

 

 Uniwersytet Jagielloński

Uniwersytet Trzeciego Wieku w Brzesku

Brzesko 2006

 

Zaborów sławna wieś, dadzą pić, dadzą jeść,

Hej i dziewcynę dadzą, jesce odprowadzą [1]

 

W domu rodzinnym w Zaborowie , na półce tak zwanej etażerki  leżała pewna szaroniebieska książka, którą wszyscy nazywali albumem. Czasem pozwalano mi zdejmować ją z półki i oglądać znajdujące się tam zdjęcia. Wygląd zewnętrzny tej książki nie był zachęcający. Koloryt przypominał mi z jakiegoś powodu ozdoby cmentarne. Pewnie srebrne nadruki i dziwne litery  oraz kształt dzwonu widniejący na okładce powodowały te skojarzenia. Ale kiedy już otwarło się okładki, oczom okazywały się bardzo interesujące obrazki.

Uwielbiałam, jako dziecko, to zajęcie. Patrzyłam z zainteresowaniem na zdjęcie mojej mamy stojącej na ganku z małą Wandzią, moją starszą siostrą. Mama była bardzo młoda. Na drabinie stał jakiś człowiek i malował deski pokrywające dom. Obok inny ,też z pędzlem, unosił ręce w górę starając się pewnie dosięgnąć wyższych partii ściany. Były też fotografie wujków, którzy wcale nie przypominali dorosłych. Mieli krótko ostrzyżone włosy i krótkie spodnie. Był też tato w eleganckim garniturze i w krawacie - zdjęcie z uroczystości rodzinnej, po powrocie ojca z Ameryki. Nigdy  w rzeczywistości nie widziałam go w takim stroju. Potem już zawsze nosił z chłopska koszulę bez krawata, zapiętą wysoko pod szyją. Były też piękne, wystrojone  panny    moje ciotki otaczające wianuszkiem swoją mamę, a moją babcię.

      W pewnym miejscu natrafiałam na zdjęcie jakiegoś obcego pana  o delikatnych rysach i bystrym wzroku. Zupełnie nie przypominał wąsatych dziadków i bardziej lub mniej eleganckich wujków, którzy, jako dorośli,  ubrani byli już to w garnitury, już to w mundury. Ten pan ubrany był w sukmanę, a w ręce trzymał krakowską czapkę z ogromnym pękiem pawich piór. 

Padało wówczas pytanie: -  Kto to?

Mama najczęściej odpowiadała : - To jest ten Cierniak , co przedstawienia zaborowskie urządzał.  Ojciec zaś mówił : -  To jest Jędrzej Cierniak. On z nami budował Dom Ludowy.

    Te proste wyjaśnienia przeznaczone dla paroletniego dziecka zawierały najistotniejsze sprawy, dla których wszyscy zaborowianie znali Jędrzeja Cierniaka.

  Obecność wizerunku sławnego ziomka w rodzinnym albumie była uzasadniona. Rodzice żywo uczestniczyli w życiu wsi. Mamę bardziej interesowały widowiska, które odbywały się we wsi za sprawą Cierniaka. Lubiła śpiewać i nam, dzieciom często nuciła „zaborowskie” piosenki. W czasie wiejskich uroczystości, zwłaszcza religijnych  występowała  w  swoim krakowskim stroju gospodyni.  Kilka takich zdjęć matki w gronie zaborowskich gospodyń widniało na jednej ze stron albumu. Obok nich były zdjęcia owych „przedstawień”. Niektóre ze scen, jakby zastygłe żywe obrazy, ukazują  „wesele krakowskie”, „oczepiny”, ”szopkę”...

Mama też wspierała ojca w jego rozlicznych pracach na rzecz wioski.

    Ojciec przejęty był budową domu ludowego, w pewnym okresie był prezesem Towarzystwa Domu Ludowego w Zaborowie.. To było dzieło całej wsi i jej synów żyjących i pracujących poza granicami kraju , zwłaszcza w Ameryce.     Inspiratorem, pomysłodawcą i dobrym duchem przedsięwzięcia  był „Krzestny” Cierniak. Ojciec nigdy nie mówił o tym  domu   - „ludowiec”, jak większość ludzi, lecz Dom Ludowy. Pełna nazwa widać miała podkreślać  ważność, powagę, znaczenie tej górującej wówczas ponad wsią  budowli. To było dzieło, które zaznaczyło się w wielu pokoleniach mieszkańców i tak to trwa , aż do dzisiaj. Czym było dla samego Cierniaka, można wyczytać z pracy zatytułowanej Wieś Zaborów i zaborowski dom ludowy [2]. Dedykacja pod tytułem brzmiała:

  DZIELNYM ZABOROWIANOM

CO W DALEKIEJ AMERYCE Z CHŁOPSKIM UPOREM ZDOBYWAJĄC CHLEB, KTÓREGO IM NA WŁASNEJ OJCOWIŹNIE ZBRAKŁO, PRZECIEŻ O SWEJ RODZINNEJ WIOSCE NIE ZABACZYLI, ALE SPIESZĄC JEJ W CIĘŻKICH LATACH WOJNY Z OBYWATELSKĄ POMOCĄ, W KOŃCU UFUNDOWANIEM

DOMU LUDOWEGO

DLA DOBRA CAŁEJ WSI DZISIEJSZEJ I PRZYSZŁEJ SWOJE SYNOWSKIE PRZYWIĄZANIE HOJNIE ZAŚWIADCZYLI. W 700-LECIE UDOKUMENTOWANEGO ISTNIENIA WSI TĘ SKROMNA KSIĄŻECZKĘ W BRATERSKIM UPOMINKU POŚWIĘCAM [3]

    Dom ludowy stać się miał i stał się ośrodkiem kultury, oświaty, wydźwignięcia się na wyższy poziom prostego ludu. Dawał możliwość organizowania się, współpracy, uczenia się współgospodarzenia wsią. Potrzebny był człowiek, który to dzieło zainicjował. Był nim Jędrzej Cierniak. Po wielu latach po Cierniaku zrobił to w Łysej Górze Franciszek Mleczko, który rozsławił wieś w książce Wieś rodzinna wzywa [4]. O swej ojcowiźnie pisał również uniwersytecki kolega Cierniaka, późniejszy wielki badacz literatury, Stanisław Pigoń, który napisał Z Komborni w świat [5]

      W Zaborowie  zaś urodził się Jędrzej Cierniak , człowiek kochający swoją wieś rodzinną miłością nie sentymentalną, ale miłością można rzec twórczą, dojrzałą.

  Jerzy Zawieyski w pracy „O Jędrzeju Cierniaku i jego teatrze” (W: Zaborowska nuta. Warszawa 1956 s.23) pisze:

„Żartowaliśmy nieraz, że Zaborów jest „pępkiem świata” dla Cierniaka i że wszystko, co najważniejsze musi ogarniać i Zaborów. [...] Miłość Cierniaka do Zaborowa była zobowiązaniem moralnym. Chciał swoją wieś dźwignąć, ukulturalnić, uspołecznić i podnieść na wyższy poziom życia ekonomicznego i kulturalnego. Rwał się do Zaborowa zawsze stęskniony, zawsze dziecięco uradowany, że jedzie do swoich, do braci, do sióstr, do krewnych, do całej wsi. Wracał stamtąd nieraz w przygnębieniu, w smutku, bo widział biedę coraz większą, widział rozdarcie wsi i niezgodę.” [6]

   Ten niezwykły człowiek urodził się w Zaborowie 15 października 1886 roku w „chudobnej”, jak pisze Stanisław Pigoń, rodzinie chłopskiej. [7] „Chudobnej” a więc ubogiej , niezamożnej. Miał jeszcze czworo rodzeństwa. Mimo ubóstwa rodzice postanowili posłać go na dalszą naukę do gimnazjum w Bochni. Na tę decyzję decydujący wpływ miał długoletni nauczyciel i kierownik zaborowskiej szkoły Józef Prelich. Ten znakomity nauczyciel, uważny wychowawca, oddany wiejskiej społeczności zauważył nieprzeciętne zdolności chłopca. Jego matka , jak kiedyś matka Orkana, za wszelką cenę starała się, by jej syn zdolności swych nie zmarnował. Jak wspomina  jego kolega gimnazjalny, Józef Pięta, rodzice odwiedzali Jędrka  w Bochni, przywożąc konieczne wiktuały, troszcząc się o jego zdrowie i naukę. Zawsze z wielkim utęsknieniem czekał na te odwiedziny i jak świętość brał do ręki zaborowski chleb, który pachniał rodzinnym domem.

  Już jako gimnazjalista organizował podczas wakacji w Zaborowie  widowiska, odczyty, pogadanki, propagował czytelnictwo książek. W ubogim domu stanęła szafa z książkami, które Towarzystwo Szkoły Ludowej powierzyło Cierniakowi. Wypożyczał je  dzieciom, młodzieży i dorosłym. W Bochni należał do tajnego wówczas „Strzelca”.. Maturę zdał w 1908 roku i podjął studia polonistyczne w Uniwersytecie Jagiellońskim . Studiował w seminarium pod kierunkiem Ignacego Chrzanowskiego. W środowisku akademickim znalazł podatny grunt do działalności artystycznej i oświatowej w Towarzystwie Szkoły Ludowej. Przygotowanie wojskowe i polityczne w działalności konspiracyjnej w „Strzelcu” zaowocowało w momencie, kiedy ojczyzna znalazła się w sytuacji historycznej rokującej nadzieje na wolność i niepodległość.. Od 1914 roku do 1918 służy jako ochotnik na wojnie , która  miała przynieść wymarzoną Polskę.     

     Po wojnie Jędrzej Cierniak osiadł  w Warszawie i tam poświęcił się służbie publicznej - artystycznej,  pedagogicznej i oświatowej. Nigdy już nie powrócił do rodzinnej wsi na dłużej, ale też nigdy o niej nie zapominał.

  Przed II światową wojną w Warszawie  podjął pracę pedagogiczną w gimnazjum im Wojciecha Górskiego, najpierw jako nauczyciel potem jako inspektor i zastępca dyrektora.

   Wciąż zajmował się bardzo serio twórczością ludową  i jako badacz , i jako propagator, ale także jako twórca. Przejmując czasopismo ”Przewodnik Teatrów i Chórów Włościańskich” zmienił jego nazwą na „Teatr Ludowy” i w tej postaci  w ciągu 16 lat uczynił terenem , gdzie rozwijał  najgłębiej umiłowaną sprawę kultury ludowej. Pracując następnie jako wizytator oświaty pozaszkolnej w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego stał się organizatorem sieci Teatrów Ludowych pokrywających ogniskami cały kraj. Nie poprzestawał na tym. Zaopiekował się również uniwersytetami ludowymi, zbadał ich stan, podniósł je na wyższy poziom, opracował memoriał w tej sprawie. 

     Dzieło Cierniaka to nie tylko Dom Ludowy, jego książki , sztuki teatralne, opracowania na temat kultury ludowej. Dzieło  tego społecznika, artysty, uczonego to idea, która pociągnęła za sobą wielu ludzi, uczyniła z nich ludzi wrażliwych na los innych, dbałych o interes całej społeczności, pracujących bezinteresownie nad wspólnymi planami.

      Przykładem może być mój ojciec. Osierocony we wczesnym dzieciństwie przez matkę, opuszczony przez ojca, który we Ameryce postanowił zdobyć dla syna, jedynaka trochę majątku, tułający się wśród obcych ludzi wyrósł na dobrego człowieka, społecznika, bez którego nie obeszło się żadne wiejskie przedsięwzięcie.  Można to zrozumieć, czytając wspomnienie ojca o Cierniaku zamieszczone w książce „Wspomnienia  o Jędrzeju Cierniaku” [9]. Podkreśla tam  te cechy Cierniaka, które sam starał się naśladować - wrażliwość na  sprawy innych ludzi, gotowość udzielania pomocy i rady w potrzebie, chęć pracy dla wspólnego dobra.

   Zaborowianką, owładniętą „Cierniakowym duchem”jest  p. Maria Gulik – wieloletnia bibliotekarka  zaborowskiej biblioteki. Kontunuując dzieło propagowania kultury , zwłaszcza czytelniczej na wsi, gromadziła jednocześnie w bibliotece wszystkie grupy, organizacje i stowarzyszenia chcące pracować na rzecz wiejskiej społeczności. Tam się mieścił zespół taneczny, tam gromadziły się gospodynie z Koła Gospodyń, tam też zapaleńcy próbowali sił w pracy scenicznej. P. Maria skrzętnie zbierała materiały dotyczące dawnych i aktualnych wydarzeń w Zaborowie. To z jej inicjatywy prof. Kazimiera Zawistowicz-Adamska nawiązała ponowny kontakt ze wsią, a p. Maria Orlicka z domu Majeranowska spisała wspomnienia o pobycie w Zaborowie w latach wojny. W 1987 roku Maria Gulik została wyróżniona nagrodą im. Jędrzeja Cierniaka przez Zarząd Główny Związku Młodzieży Wiejskiej w Warszawie. Obecnie, już na emeryturze, spisuje pamiętniki i wciąż gromadzi materiały dotyczące historii swojej rodzinnej wioski. 

Obecny Zaborów posiada również swoich młodych patriotów, zarówno tych, którzy mieszkają na miejscu, jak i tych emigrujących ze wsi w dalsze rejony kraju a nawet za granicę. Wyremontowali Dom Ludowy,  postarali się o ładny wystrój centralnego miejsca we wsi, o oświetlenie, klomby i ławeczki na skwerze przed reprezentacyjnymi budowlami. Dbają nie tylko wygląd zewnętrzny Zaborowa, ale także o zdrowie i rozrywki mieszkańców, fundując bezpłatne badania, czy organizując wycieczki w dalsze rejony Polski.

Chyba naprawdę :  Jędrzejowa nuta nigdy nie zaginie,

                             Ani na wirsycku, ani na dolinie...[10]

Wojna nie oszczędziła  Cierniaka. Po dwóch latach pracy w charakterze nauczyciela szkoły podstawowej na Targówku i  aktywnej pracy konspiracyjnej został aresztowany przez Gestapo 22 kwietnia 1941 roku. Nawet w więzieniu i szpitalu więziennym starał się ludzi podnosić na duchu, organizując  w tych warunkach szopki, widowiska zapustne, pisząc aktualne piosenki i dobierając melodie oraz sam je odtwarzając. Został niespodziewanie stracony wraz z setką innych zakładników w podwarszawskich Palmirach 2 marca 1942 roku. Miejsce jego pochówku nie jest znane. Zaborowianie ufundowali mu tablice pamiątkowe. Umieścili je w kościele parafialnym oraz na froncie jego ukochanego dzieła – Domu Ludowego. 

     Chcąc swój ukochany Zaborów rozsławić i podnieść na wyższy poziom  nakłonił Cierniak do współpracy młodą panią socjolog Kazimierę Zawistowicz, pracownicę Instytutu Gospodarstwa Społecznego, która na polecenie tej instytucji badała wpływ emigracji amerykańskiej na życie Zaborowa. Opracowane kwestionariusze ukazują zamierzenia badawcze  dotyczące przyczyn, przebiegu i skutków emigracji. Sam Cierniak taki wpływ obserwował i stąd gorące orędowanie na rzecz pobytu i pracy w Zaborowie „ukochanej Dochtórki”, jak Cierniak nazwał w dedykacji Kazimierę Zawistowicz.

    Pani doktor zamieszkała we wsi na wiele miesięcy i wyniki terenowych badań miały stanowić część trzytomowego dzieła na temat emigracji, jej wpływu na przekształcenia zachodzące w tradycyjnej kulturze wiejskiej. Opracowanie miało zawierać aspekty statystyczne, socjologiczne i etnograficzne. Niestety, takie dzieło z różnych przyczyn nie powstało, ale plonem pracy uzdolnionej badaczki stała się monografia wsi.

Badaczka tak wrosła w społeczność Zaborowa, że oprócz suchych danych statystycznych zebrała obserwacje na temat całokształtu życia tej miejscowości.

    Niestety wojna przerwała opracowanie materiału z badań w Zaborowie. Odnaleziony po wojnie rękopis został przeczytany zaborowianom i wydany po raz pierwszy pod tytułem „Społeczność wiejska” [11]. Do dziś  stanowi obowiązkową  lekturę studentów socjologii. Zawiera cenne materiały dotyczące stanu zamożności, kultury, obyczajowości mieszkańców. Mówi także o wzajemnych relacjach autorki ze społecznością wiejską.  Oprócz opisów zamieściła ona bogaty materiał ikonograficzny dotyczący szeroko pojętej kultury ówczesnej wsi.

    W rodzinnym albumie Antoszów, czyli moich rodziców, znajduje się jeszcze jedno fascynujące zdjęcie. Oto na tle wiejskiego domu stoi grupa bardzo eleganckich mężczyzn. Wśród nich stoi ubrana „po miejsku” pani a z boku w postawie „na baczność” –  chłop w butach z cholewami , w koszuli bez krawatu - Stanisław Wodka , dziadek mojej koleżanki – ówczesny wójt  Długo dopytywałam skąd takie zdjęcie i co ono znaczy. Nie umiano mi tego dokładnie wyjaśnić. Po latach znalazłam wyjaśnienie w książce Kazimiery Zawistowicz. Otóż  w lutym 1938 roku Zaborów przeżył niecodzienne odwiedziny. Przyjechali różni dostojnicy i przedstawiciele od spraw emigracji  wraz z przedstawicielem Międzynarodowego Biura Pracy, Belgiem, by zapoznać się z problemem przeludnienia polskiej wsi. Pani Zawistowicz razem z całą wsią przygotowywała to spotkanie, które w programie zawierało również zwiedzanie czterech wybranych reprezentatywnych gospodarstw reemigrantów.

Na zachowanym zdjęciu elegancka pani to Kazimiera Zawistowicz - ukochana przez całą wieś "Dochtórka".

To ona pokazała ważnym osobistościom potrzeby polskiej wsi. Ona pozwoliła mieszkańcom pochwalić się dorobkiem, zaprezentować widowiska ludowe, wykazać się gościnnością, wyzwolić w polskim chłopie godność i poczucie własnej wartości.

   Wśród materiałów znajdujących się w zaborowskiej izbie pamięci zachowały się zdjęcia pani profesor Zawistowicz-Adamskiej, która w 1972 roku przyjechała do Zaborowa na spotkanie po latach. Obok pani profesor dostrzegam mojego ojca, Stanisława Antosza, który był prawdopodobnie współautorem odezwy do Polaków w Chicago przed budową Domu Ludowego oraz listu zaborowian zamieszczonego we wstępie do pierwszego wydania „Społeczności wiejskiej” (1948). Poznaję jego zamaszysty podpis na początku 22 podpisów gospodarzy zaborowskich.

      Pani Zofia Cierniakowa, wdowa po Jędrzeju Cierniaku ofiarowała ojcu książkę „Zaborowska nuta” zawierająca prace Cierniaka, wspomnienia o nim, opracowania jego dzieł. Dedykacja na tym opracowaniu brzmi:

  p. Stanisławowi Antoszowi

Przyjacielowi mego Męża, dzielnemu pracownikowi dla dobra i kultury Zaborowa – Zofia Cierniakowa

14,II. 57 r

    Nic więc dziwnego w tym, że ten prywatny, rodzinny album album zawiera zdjęcia ludzi wielkich i wydarzeń publicznych.

     Dzieła takich ludzi jak Jędrzej Cierniak, czy Kazimiera Zawistowicz są dobrem, które mnoży się przez pokolenia, wciąż się odradza i przynosi owoce.

To, co udało się zbudować w Zaborowie, to jakby pokłosie pracy tamtych ludzi, mądrych, prawych i oddanych swojej ojczyźnie, a także najbliższej ojcowiźnie patriotów. Swoją pracą i przykładem dawali wzór dla wielu następnych pokoleń.

    Z tego właśnie powodu ich podobizny znajdują się w prywatnych, rodzinnych albumach.

     Albumów w chłopskich chatach, zwłaszcza po wojnie, nie było zbyt wiele. Nigdy nie widziałam ich w domach moich rówieśników. Zapewne i w moim  -  fotografie leżały w tekturowym pudełku po butach, lub jakiejś szufladzie. Ale zdarzył się pewien przypadek pod koniec wojny.

Moja pamięć nie sięga tak daleko. Całą historię znam z opowiadań. Przeczytałam też wspomnienie pani Marii Orlickiej, która wówczas miała 10 lat i przebywała w Zaborowie z rodzicami ,nauczycielami z poznańskiego, którzy z powodu współpracy  z AK musieli uciekać do dalekiej, galicyjskiej wioski. W jej wspomnieniach wyglądało to tak:

„...przez Zaborów uciekają Niemcy. Dniem i nocą ciągnęły nie kończące się karawany aut,wozów, pieszych ludzi, żołnierzy zmęczonych, rannych , z poodmrażanymi twarzami, ze strachem i cierpieniem w oczach. Niedawni znienawidzeni zwycięzcy, teraz budzący litość, pokonani...” [12]

Jeden z takich oddziałów zatrzymał się podobno na chwilę odpoczynku w domu i na podwórku moich rodziców. Żołnierze zażądali ciepłej wody, rozpalili ogień, przyrządzali jakieś jedzenie. Nagle ogłoszono alarm. Nadchodzili Rosjanie. Niemcy w panice uciekali na zachód. Po ich odejściu mama stwierdziła, że z pokoju zniknęła kasetka ze wstążkami do krakowskiego stroju moich sióstr. Został zaś...jakiś album. Pamiątka z berlińskiej olimpiady 1936 roku, być może pamiątka tryumfalnego marszu „olimpijskiego” właściciela. Na niebieskoszarej, płóciennej okładce w lewym górnym roku - dzwon ozdobiony wizerunkiem stylizowanego orła. Dolny brzeg czaszy dzwonu zawiera napis: Ich rufe die Jugend der Welt. W dolnym prawym roku  wytłoczono napis OLYMPIADE 1936. Album zawierał podobno jakieś zdjęcia rodzinne.       Ale nie tylko rodzinne.

      W chłopskim domu nic się nie marnuje. Zdjęcia zostały powyrywane i zniszczone. Na ich miejsce siostry powklejały fotografie własne, swoich koleżanek, nauczycieli, wreszcie zdjęcia rodzinne.

   Nieraz zadawałam pytanie dlaczego tak się stało, skoro album stałby się może dokumentem historycznym, świadectwem historii, choćby historii jakiejś, to prawda niemieckiej, ale rodziny ludzkiej. Nikt mi tego specjalnie nie chciał wyjaśniać. Sądzę, że wówczas był to po prostu album Niemca, który przyszedł okupować  Polskę. Jednego z tych, co zamordowali Jędrzeja Cierniaka, gnali do getta Żydów, mordowali Cyganów z pobliskiej Szczurowej. To przed nimi ukrywali się zaborowscy Żydzi – krawiec Tider, fotograf Pinkas, których losy zależały już tylko od dobrej woli ludzi  i bezpiecznej kryjówki w sąsiedniej Dołędze.

    Historia rodziny niemieckiej ustąpiła miejsca historii rodziny zaborowskiej.

Jednakże nie wszystkie  niemieckie zdjęcia udało się zniszczyć całkowicie. Pozostał fragment jednej fotografii. Jest jak smuga światła wpadająca przez uchylone drzwi historii. Zrobione z pozycji widza siedzącego na trybunach, podziwiającego defilujące oddziały. Oddziały niosące w równych szeregach hitlerowskie sztandary ze znanym znakiem swastyki, Trybuny pozdrawiające  maszerujących, którzy niedługo potem maszerowali, by zagarnąć pół świata.     

 

 

Marsz, który rozpoczął tryumfalny pochód na wschód zakończył się klęską. Minęło 60 lat od tych wydarzeń i chociaż pamięć o tamtych czasach przetrwała na kartach książek i w pamięci ludzi, historia daje nadzieję, że już się nie powtórzy.  

 

Przypisy:

1.      Piosenka ludowa. Zaborów – wieś w powiecie brzeskim, w zakolu Wisły, Raby i Uszwicy.

2.      Jędrzej Cierniak: Wieś Zaborów i zaborowski dom ludowy. W: Zaborowska nuta, Warszawa 1956

3.      Tamże

4.      Franciszek Mleczko: Wieś rodzinna wzywa Warszawa 1963

5.      Stanisław Pigoń: Z Komborni w świat. Wspomnienia młodości,  Kraków 1957

6.      Jerzy Zawieyski: O Jędrzeju Cierniaku i jego teatrze. W: Zaborowska nuta. Warszawa 1956 , s.23

7.      Stanisław Pigoń: Jędrzej Cierniak, jego umiłowania i prace. W: Zaborowska nuta. Warszawa 1956

8.      Józef Pięta: Troszkę o Jędrusiu. W: Wspomnienia o Jędrzeju Cierniaku. Warszawa 1982

9.      Stanisław Antosz: Wspomnienie rówieśnika z Zaborowa. W: Wspomnienia o Jędrzeju Cierniaku . Warszawa 1982

10.  Jęrzy Zawieyski: O Jędrzeju Cierniaku i jego teatrze. W: Zaborowska nuta, Warszawa 1956, s.25

11.  Kazimiera Zawistowicz: Społeczność wiejska, Warszawa 1958

12.  Maria Orlicka: www.jezuici.pl/lucarz/miejsca/orlicka.htm-69k

 

 

Bibliografia:

1.      Zaborowska nuta, Warszawa 1956

2.      Wspomnienia o Jędrzeju Cierniaku, Warszawa 1982

3.      Zawistowicz Kazimiera: Społeczność wiejska, Warszawa 1958

4.      http://www.sp114.edu.pl.patron.html

5.      http://www.inter.media.pl/nt-bin/szczurowa/galeria-duza.asp?tytuł=zaborow.htm

6.      http://www.jezuici.pl/lucarz/miejsca/zaborow.htm

7.      www.jezuici.pl/lucarz/miejsca/orlicka.htm-69k