ŚWIĘTO KOBIET PRZEZ CAŁE ŻYCIE!!

                    

Dawno ,dawno temu mieszkali w lepiankach

praprapradziad Jerzy i prababka Anka;

mieli wiele dzieci chowanych zapieckiem;

jadali zaciurkę, popijali mleckiem!

 

                                  Praprapradziad Jerzy    

                    Prababka Anka

                                                                                                                                              

Na środku lepianki palili ognisko;

dym uciekał luftem i to było wszystko!

Na polepie było parę lichych skórek

na których legali Hanka; pradziad Jurek!

 

Grzali się jak mogli ,iskali po głowie

bo im tam łaziło co się weszką zowie!

W nogach pradziad Jurek miał kundla; praburka,

który grzał go w nogi jak mu spadła skórka;

 

miał kundla; praburka

 

Jak wpadał świt blady do lepianki rano;

śturchnął pradziad Jerzy  babę rozczochraną:

”wstawaj babo chyćko, koza beczy przecie,

w kołysce za piecem drze się nasze dziecie!

 

Te siermiężno wkładoj ;nie strój się do pola;

 

Nie ociągaj mi się, pośpiesz się mi ino;

przecie to już dzionek nowy się zaczyno!

Jo jesce poleze, wyprostuje gnaty

A ty wstawaj migiem, wdziwoj tamte smaty!

 

Te siermiężno wkładoj; nie strój się do pola;

Ino mi się nie krzyw, tako moja wola!

Będzie się stroiła, zbytki babie szkodzo;

jo ii daje wszystko, przecie i nagodzom!

 

Co ii wiency trzeba?

 

Co ii wiency trzeba? Kozę, dzieci mo!

Który chłop o babę tak sumiennie dbo?

- No idźże już do pola, wejze pore dzieci;

to szybciutko z nimi stajonko łoblecis!

 

Jo se tu załozuł, pewne plany mom;

Ty łoblecis pole;j o zbuduje dom!”

 

                       ***

 

I ma teraz; Ania domek ci wspaniały!

Nie ma już lepianki i niema już powały,

u której ci kiedyś wisiała kołyska

chociaż ogniem czasem, w kominku jej błyska!

             

Stoi domek biały Juruś  już się kręci

by go doskonalić nowe wciąż ma chęci!

Najpierw ogrodzenie zrobić trzeba przecie;

to było tak ważne jak nic na tym  świecie!

 

I jest ogrodzenie, deseczki są z przodu;

a ileż  miał Juruś ci z nimi zachodu!

Jak realizować skutecznie swe plany;

kiedy rok zamknięty, budżet wyczerpany?

 

Małymi kroczkami by Ani nie płoszyć

kupił najpierw śrubek malutki se koszyk!

Potem się umówił z fachowcem tak wstępnie;

bo wie, że mu Ania przy obcym już zmięknie !

 

Głupio będzie Ani stawiać obcym veto;

bo ona jest przecież słabiutką kobietą!

Nie ma swego zdania, można ją naginać;

taka ci jest słaba z Anusi dziewczyna!

 

Tak więc złapał Juruś w płuca wielką parę

i na bagażniku przywiózł deski stare;

z że mało desek więc trzeba dokupić

„już je zamówiłem –trudno się wygłupić!

 

I tak przyciśnięta Ania zgrzyta zębem;

bo są takie wyjścia –dać lub strzelić w gębę!

A, że delikatna i rączki ma słabe;

„Juruś już wyciąga po pieniążki grabę!

 

Małymi kroczkami podąża do celu;

umie to nadzwyczaj jak umie nie wielu!

Choćby go tak spętał zakazem niecnotę

on i tak wymyśli se jakąś robotę!

 

Bo to pracowite jest chłopie nad podziw;

skończył ogrodzenie za centralnym chodzi!

Najpierw trza napędzić Ani troche strachu;

dom nieocieplany od piwnic do dachu;

 

Marne izolacje i okna też marne

a Juruś już widział piecyki gdzieś śwarne!

Takie jak cacuszko i rurki miedziane,

Takie cieniuteńkie ,śliczniutkie cacane!

 

-Aniu czy przyjemnie będzie ci tak zimą;

cały czas przesiedzisz tylko pod pierzyną ;

barchanowe portki musisz kupić w landzie;

i patrzeć zmarznięta jak się mrozik kładzie;

 

wejdzie ci na szyby ,przemrozi sufity ,

masz ty chyba jeszcze sumienie kobity,

która swoje dzieci kocha -no i męża !

Ania przyciśnięta –Jurek znów zwycięża!

 

Kosztorys szykuje, robocizna bzdura,

kumpel mu założy, tu piecyk, tu rura;

co to za przeróbka; parę rurek Aniu;

skończy przed kolacją, zacznie po śniadaniu!

 

I wtedy zobaczysz jakie niskie koszty,

w kominku dogrzeję, już pociąłem foszty;

nie będę kominem wypuszczał krwawicy

i słuchał jak z zimna za uchem mi kwiczysz!

 

Jak człowiek pomyśli ile oszczędności !!

Trzeba tylko znaleźć paru chętnych gości,

żeby chociaż piecyk pomogli nam kupić;

poczekaj, poszukam; pozwól mi się skupić;

 

Ciężko będzie Aniu, przyznaję ci racje;

ale jam już robił nie takie wariacje;

wiem, że ty byś w życiu liczyła pieniądze,

mnie zaś obce takie są przyziemne żądze;

 

nie lubię pieniędzy, nigdym nie miał kupki,

że też w tobie widzę te cechy przekupki

co to grosz do grosza, złoty do złotówki

mnie tam wszystko jedno czy grosze czy stówki!

 

Pieniądz rzecz nabyta i szczęścia nie daje,

dobrze, że choć mnie masz; co łatwo wydaje!

 

I przywiózł szybciutko Juruś piecyk piękny;

jak cenę powiedział Ani nogi zmiękły!

Skąd weźmiesz pieniądze Ty stary przygłupie;

- Juruś zaś spokojnie: jak coś chce to kupie!

 

 

Nie ważne są środki lecz ważne są cele;

wiesz, że tym sposobem kupiłem już wiele:

maszynę do szycia, lodówkę i pralkę,

dwa telewizory, kuchnię, zamrażarkę;

 

Czy dalej wymieniać mam jeszcze kochanie?

Czyżbyś już straciła do mnie zaufanie?

Ty sama niczego byś w życiu nie miała;

odkąd cię poznałem wszystkiego się bała:

 

Zostać starą panną bałaś się? To prawda!

Mnie żeś też nie chciała; byłaś taka harda!

Bałaś się  kiedym ci kupował ‘Syrenkę”,

zawsze mnie tłamsiłaś, trzymałaś za rękę!

 

Podcinasz me skrzydła fantazji, polotu;

a sama zaś widzisz tyle co do płotu!

Ja mam perspektywy szerokie, wiesz chyba;

a pływam po wierzchu jak we wodzie ryba:

 

Powstrzymaj swój język, próżne twe gadanie;

ja załatwię kredyt ;ty załatw spłacanie!

Podział chyba słuszny; nie widzę problemu;

zrobię swoją działkę, potem jestem Emu!

 

Lecz ty mi swej głowy nie chowaj do piachu,

Dbaj mi o swe zdrowie nie napędzaj strachu,

jesteś tą gałęzią na której siedzimy

więc się trzymaj dobrze nadchodzącej zimy!

 

Okres zaś zimowy jest dla mnie wytchnieniem,

nie robię nic wtedy mam czas na myślenie!

Mogę wprawdzie jechać z tobą do apteki,

coś tam pchnę za ciebie, poustawiam leki;

 

Ale plan na wiosnę muszę mieć gotowy !

Więc radź sobie sama ;nie zawracaj głowy!

Kobieto do rzeczy wyższych ,żem stworzony

a nie żeby słuchać utyskiwań żony!

 

Wiesz ,że ocieplanie planuję na lato?

Teraz piec wymienię już się biorę za to!

Skoro, żem piec przywiózł już odwrotu nima!

Spraw Boże by dobra była dla nas zima!

 

                               ***

Załatwił Juruś fachowców od wody;

Umawia się z nimi kupuje przewody;

I rurki miedziane, dokupił zawory

bo jak nie kupuje to jest wtedy chory!

 

 

Wszystkiego na zapas, chce mieć pod dostatkiem;

Jedzie w miasto rano, wraca przed obiadkiem!

Zwozi co potrzeba, na fachowca czeka;

Jak się pytam :”Kto to?” Znasz - mówi –człowieka”

 

Wszystko było dobrze, wszystko szło jak z płatka;

no ale na koniec była mała wpadka!

 

Fachowiec uwijał się przy pracy bardzo;

a, że poczęstunkiem fachowcy nie gardzą;

rozgrzewać się lubią bo chłodno w piwnicy;

„Fachowca trza rozgrzać bo inaczej liczy”!

 

A, że koszta niskie miały być na fuchę;

Juruś stawiał koniak nie jakąś siwuchę!

„Fachmann „ ponakręcał kolanka na rurki,

przewiercił z piwnicy do pokoju dziurki ;

 

Przez dziurki przepychał  nośniki ciepłoty;

uwijał się bardzo, bo dużo roboty!

Do pomocy przyszli mu młodzi adepci;

jeden nic nie mówi, wolno robi, drepci;

 

drugi gada dużo, goni z dołu w górę

na strychu zapominał zaślepić tę rurę!

I przychodzi moment co miał wieńczyć dzieło!

Myślałam: ”to  koniec! ”-a tu się zaczęło!

 

Gonią wszyscy z dołu na strych i z powrotem,

stukają po rurach, smarują towotem,

sprawdzają ciśnienie - słabo się podnosi,

trzeba dobić wody, aż się o to prosi!

 

Więc dalej szum wodo, i biegnijże w rurkach

żebyś mogła zagrzać Anie no i Jurka

i mamusię Zosię i dzieci choć duże;

biegnij wodo szybko w każdziuteńkiej rurze!

 

A tymczasem Ania w pokoiku siedzi;

ale uchem wszystko co się dzieje śledzi!

Słyszy,że za oknem deszcz w parapet stuka

Przecież słońce świeci! To natury sztuka!

 

Cóż ten deszcz tak tłucze po tym parapecie?

Chmur żadnych na niebie też nie widać przecie!

Nagle wstała, patrzy? Cóż to za ulewa,

że się deszcz przez okno do pokoju wlewa?

 

Zamyka szybciutko okno balkonowe

i przez szybę patrzy – toż zjawisko nowe!

Bo deszczu nie widać, a z dachu się leje;

Ania leci na strych; mało nie zemdleje!

 

Woda co grzać miała, z rurki sobie leci

zalewając pudła i inne rupieci!

Juruś za nią wpada i oczy przeciera:

„ależ nas zalało jak jasna cholera!

 

Ty mi się tu nie martw, Aniu to malutko;

tam na Osiedlowej ludzie płyną łódką!

Co to trochę wody; więcej nie widziałaś?

Ty tu nie rozpaczaj! Uszwica wylała!

 

To, że ci tam kapie, wchodzi pod parkiety,

wpadki się trafiają przy pracy niestety!

Żadnych mi grymasów i dąsów broń Boże!

Fachowiec ma widzieć cię w dobrym humorze!

 

Żadne mi „aj waj „ tu się przecież nie stało,

że się trochę wody pod parkiety wlało?

A parkiet ci woda podniesie do góry,

żebyś nie robiła z tego awantury!

 

Stawiaj na nim garnki, dolej do nich wrzątku;

I tak je wymieniaj z końca do początku!

I parkiet usiądzie! Wiem to od sąsiada;

bo on miał tak samo i mówi, że siada!

 

Juruś ruszył żwawo nazad do piwnicy

a Ania zbierała wodę do miednicy!

I tak pomalutku wsiąkła w parkiet woda:

Juruś mówi: ”widzisz! Już jest po zawodach!

 

Dobrze moja Aniu, żeś złość poskromiła

żeś się uśmiechała jakżeś parkiet myła!

Trzeba być milutką, uśmiech mieć na twarzy;

jeszcze się tu dzisiaj co bądź może zdarzyć!

 

Bądź więc dziś gotowa na różne ekstrema;

ale się uśmiechaj bo fachowców nie ma!

Nie możesz go zrazić ni miną, ni słowem;

wszystko rozbabrane i nic nie gotowe!

 

Obrazisz fachowca, zabierze swe gratki

marznąć będzie matka no i nasze dziadki!”

Na takie nauki reakcja jest jedna:

przestawiając garnki, uśmiecha się biedna,

 

że niby w porządku, że nic się nie stało;

„Niech się pan nie martwi; to przecież tak mało!

O niechże pan sobie nie robi wyrzutów

że się trochę wody wlało nam do butów?

 

Że nam pod tapetą trochę wody chlupie;

ja się nie przejmuję mam …gdzieś tapety głupie!

Że dywan jest mokry; to nie takie straszne

zaraz go stąd wezmę i na trzepak prasnę!

 

Niechże pan wyrzutów sumienia zaniecha,

Co szkoda parkietów? Toż to przecież decha!

Proszę oddech złapać, sapka pęta płuca,

niechże pan już skończy tak sobie wyrzucać!

 

Niechże pan przestanie gonić tam, z powrotem

bo podłożyć nogę mam panu ochotę;

Niechby pan zamoczył te portki na …sobie

Przecież ja wyrzutów tu panu nie robię”

 

Nie patrz się Jureczku i nie karć mnie wzrokiem

zdążę zebrać wodę jeszcze dziś przed zmrokiem;

potem kolacyjkę zrobię jak przystało;

chociaż złość mnie bierze, że tak nas zalało!

 

Taki mały remont, kolacyjka duża

poczęstunek jeszcze bardziej się przedłuża;

ale wszystko robi Anusia bo przecie

Fachowców tej klasy coraz mniej –więc wiecie?

 

Szacunek i wdzięczność w karcie pracowniczej

Cieszyć się należy, że w ogóle przyszedł,

Nie patrzeć na ręce fachowca; nie peszyć

Broń Boże powiedzieć, żeby się miał spieszyć;

 

Niech robi swym tempem, zmęczenia unika,

Wypić musi piwko no to potem …

Nie wolno o pustym żołądku pić …kawki

Więc co chwilę Ania daje mu kanapki

 

To kiełbaski wiejskiej; niechże pan prząkasi

Teraz druga nóżka; fachowiec się prosi 

I tak skaczesz przy nim chociaż cię ponosi

Ale fochów żadnych bo cię Juruś prosi!

 

Przy chłopie od wieków taka rola żony

Ma być tak potulna kiedy mąż wkurzony!

Ma być uśmiechnięta kiedy on się wścieka

Ma więc zejść mu z drogi i z daleka czekać

 

aż ją wezwie znowu przed swoje oblicze;

może mi się uda na to zawsze liczę

jakoś przypodobać się swemu mężczyźnie

bo jak się nie uda siądę na mieliźnie;

 

i tak remont w domku dobiega już do końca

dobrze, że jest wrzesień będzie trochę słońca

co wysuszy w domu zamokłe połacie;

czy nie było lepiej mieszkać w starej chacie?  

 

p.s.

 

Dzień Kobiet czy Święto? Co to za różnica?

Przecież nas od zawsze  mężczyzna zachwyca;

kiedy u stóp naszych korzy się  z bukietem

a Ty się uśmiechasz chociaż kwiaty nie te;

 

nie lubisz goździka, źle ci się kojarzy

ale skoro kupił, uśmiech masz na twarzy;

a że kolor nie ten; cóż nie ma pamięci;

od lat przecież takim; twoje święto święci!

 

Anna Gaudnik

8 marca 1998 r.