Dziś prawdziwych … szopek już nie ma ... (wspomnieniowe kolędowanie) Mróz misterne firan wzory wymalował na okienkach. Nie zobaczę kolędników mimo, że na ławie klękam. Staję nawet na stoliku - no i wspinam się na palce, lecz nie widzę kolędników - przez te wzory na firance.
Ciepłem jednak i oddechem, no i nosem tuż przy szybie jakoś radzić sobie muszę, zanim mróz na powrót wyjdzie. Mała dziurka, już coś widzę - jakieś światła idą drogą, jakieś krzyki, śmiechy, śpiewy - kolędnicy to być mogą!
Śnieg za oknem, światłem z domu, znaczy drogę kolędnikom! Do nas idą! Już się śmieją twarze wszystkim domownikom! Tym najmniejszym mina zrzednie, jak im turoń kłapnie pyskiem i uciekną do nóg mamy, w fałd spódnicy tuląc z piskiem!
Lecz ciekawość znacznie większa jest od strachu przed turoniem. Pojedynczo, powolutku odrywają z buzi dłonie. Teraz znowu Herod krwawy płaszczem z kapy je nakrywa. Odważniejsze stoi cicho, mniej odważne mamy wzywa!
Mama mówi: przestańże się już wygłupiać, Ty Herodzie. Jak mi straszyć będziesz dzieci - wylądujesz wnet na mrozie! Herod staje grzecznie w sieni; woli zagrzać się troszeczkę; rezygnuje z harców z dziećmi - przyszła kolej na Śmierteckę!
Kosą z drewna wymachiwać Śmierć zaczyna już po izbie, ktoś jej jednak przerwał krzycząc: Szopka stoi już na przyzbie! Robić miejsce szopce trzeba, bo umarznie nam Jezusek. I na środku staje piękna - szopka, która …ma… swą duszę.
W niej jest wszystko takie żywe, chociaż nic się w niej nie rusza. To dziecięca wyobraźnia zda się ruch ten tak wymuszać ?! Słychać, że Jezusek płacze, Maria szybko się pochyla i przytula go do siebie, i wyśpiewa Li li li la.
Józef w bezradności męskiej tylko stoi, tylko patrzy. Widzi, pastuszkowie idą - daj Maryjo, niech zobaczy Jezus mały ich owieczki, co się pchają tu do szopki. Popatrz Mario - już się śmieje - nasz malutki Święty Chłopczyk!
W szopce widać każdy szczegół: drut, żarówkę, siano, słomę, deski widać gwoździem spięte - takie wszystko to znajome? W tamtym roku kolędnicy mieli przecież też tę szopkę. Patrz, pastuszek ściska w ręce i mnie też tę samą czapkę!
Tylko stara czarownica, co w maśniczce masło kleci, dzisiaj inną ma spódnicę, ale dalej straszy dzieci! Trzej Królowie piękne płaszcze wykończone złotą nitką narzucone mają w sposób - taki, że jest widać wszystko!
Widać patyczek i druty - lecz nie widzą tego dzieci i nóg z deseczek nie widzą - tylko gwiazdę, która świeci, która Mędrców tu przywiodła – tu, gdzie łuna jest nad szopką, gdzie jest Józef i Maryja - i Dzieciątko - co śpi słodko. Zapatrzone w szopkę dziecko już nie czepia się spódnicy. Zapomniało o turoniu, o Herodzie, czarownicy. Już nie boi się tej Śmierci w białym dużym prześcieradle, co drewnianą kosą jeździ Herodowi po złym gardle.
Już natłoku obcych ludzi w jednej izbie się nie boi. Zobaczyło tuż przy piecu, że tam piękny Anioł stoi. Może nie był taki piękny, może nie był taki duży, może trądzik miał na czole, był w obrusie co wysłużył
się na służbie u proboszcza, nim się suknią stał anioła. Dziecko patrzy – widzi skrzydła, złota duża aureola przyczepiona niewidocznie, tak do włosów- jakoś w górze. Na dziecięcej buzi zachwyt, który trwałby znacznie dłużej.
Lecz to, co ma swój początek, to i koniec mieć swój musi. Anioł widząc oczy dziecka jakoś także się zasmucił. I pochylił się nad malcem i poczochrał po czuprynie. Nie płacz mały, rok nie długi i zobaczysz - szybko minie!
Ja nie płaczę za kolędą, tylko płaczę za Jezuskiem. Takie zimno jest na polu a on tylko ma pieluszkę! I tak chciałem cię Aniele prosić bardzo, tak od siebie, Powiedz Mu, że nim dorośnie - to może by… mieszkał w niebie?
Tekst i rysunki, Anna Gaudnik 26 grudnia 2012 r. |