Nie ma  pochodów pierwszomajowych.

A ja pamiętam ten dzień sprzed laty.
Tatuś zakładał  białą koszulę, do niej garnitur brał popielaty.
Wiązał krawatkę, tak się mówiło, lubił krawaty na co dzień.
Na długie lata mu wystarczały. Pokłonów nie bił modzie!

Rano. Raniutko; w kuchni już pośpiech, na pochód się zbiera  z nas każdy.
Dzieci już wstały, jedzą śniadanie, ojciec rodziny pędzlem po  twarzy
pianę mydlaną równo rozciera, brzytwę wyjmuje, o pasek ostrzy.
Musi być dzisiaj tak elegancki i wygolony i w ruchach młodszy,



bo dzisiaj   pochód  pierwszomajowy! Pewnie mu sztandar dziś nieść przypadnie?!
To musi przecież wyglądać jakoś a ludzi będzie …jak będzie  ładnie!
Nosił mój Tatuś sztandar pocztowy, a ja nosiłam szturmówki!
Nie wiem co nosił młodszy braciszek bo chodził do podstawówki.

Starszy brat młodość swą oddał Polsce, w wojskach  pancernych został czołgistą
więc marsz  w wojskowym szyku dla niego był sprawą od lat już oczywistą!

                                             ***

Tatuś ubrany już we drzwiach staje. ”Nie wiem Filonciu kiedy dziś wrócę”!
Jakoś to dziwnie pamiętam było; bo szkolny  pochód trwał znacznie  krócej!
Tatuś miał chyba więcej do przejścia uliczek, placów i skwerków-  być może?
Pochować muszę sztandar, chorągwie, zejdzie mi zanim wszystko ułożę! 

Czasem się dłużej gdzieś zatrzymałam; chcąc tatusiowi dać  fory!
Ale do domu; naszych powrotów zgrać nam  nie udało się pory!
Poślizgi czasowe bywały znaczne, a skąd się brały? Kto to pamięta!
Może transparent albo szturmówka nad magazynem Poczty wetknięta? 

                                              ***

Pochód przechodził główną ulicą; grała  orkiestra z Browaru.
To ci dopiero była atrakcja i dla tych młodszych no i dla starych!
Kapelmistrz Kozub rytm, tempo marsza, batutą z gracją wskazuje.
Każdy instrument przed tą pałeczką ogromny respekt wciąż czuje!

Do dzisiaj widzę zieleń munduru i spodni kantkę jak karta ostrą
i butów połysk aż w oczy raził, i tę postawę  jak świeca prostą!
Potem w pochodzie szła biel bluzeczek i granat spódnic uplisowanych,
podkolanówek szło dużo białych i tenisówek cienkich, szmacianych.

Bluzeczka biała  popelinowa do dzisiaj mam dość.. jej prasowania
Co się żelazkiem nagniotłam biedna a tu jak były ; są załamania!
Korowód szkolnej bieli bluzeczek i surowego  spódnic granatu
w dynamówki do kolan przeszedł i podkoszulki naszych chłopaków!

Szczękali czasem zębem o zęba, bo zimno bywało, pamiętam!
Władze ubrane w płaszcze w jodełkę a młodzież była taka zziębnięta!
Chłopcy  z fasonem  ręce wznosili, trzymając w nich  piłki do siatki.
Dziewczęca zaś sekcja sportowa niosła …czerwone z bibuły kwiatki!



Golutkie nóżki i gęsia skórka  na nich przez całą trasę  pochodu.
Nie wolno było jednak nam  swetrów włożyć pomimo ziąbu i chłodu!
Pochód musiał  być zawsze radosny - nie ważne słońce czy chmurki,
czy deszczu krople zebrały kolor czerwonym kwiatkom z bibułki.

Od dłoni biegły czerwone strugi farby zmieszanej z deszczem.
Makiem zmokniętym  tuż przed trybuną powiewać trzeba było jeszcze!
Ale też były dni maja piękne! W słońcu  biel bielsza naszych bluzeczek
I piękne maki, goździki, chustki, wszystko furkocze w majowym wietrze!

Kolejne szkoły, licea idą ; technika i zawodówki
i pracownicy brzeskich zakładów  niosący gęsto  szturmówki.
W naszym miasteczku trybuna stała przy Plantach tuż  przy Pekao.
A kiedy powstał plac Kazimierza do niego zewsząd zmierzało

to mnóstwo  Ludzi – tych  ludzi pracy, przyszłość narodu, to   młodzi
a głos donośny poprzez głośniki oznajmiał  kto do trybuny teraz podchodzi.
Koło trybuny twarz uśmiechniętą  trzeba ku władzom odwrócić
pod nogi patrzeć nie wolno było, choćby się miało przewrócić!

Taki stres miałam i wizję taką, że tuż koło trybuny
potknę się, rąbnę, legnę na bruku, przejdą nóg po mnie tabuny!
I władza mego miasteczka z trybun  świadkiem mej będzie sromoty!
Jak dziś wspominam te właśnie chwile na plecach czuje wciąż tamte poty!

Anna Gaudnik
maj 2012 r.