|
Słovenski Raj
W sierpniowy długi
weekend (jakież to modne słowo)
zabrała do Słoweńskiego
Raju, Krysia Anię Gaudnikową!
Ania zabrała męża, niechże
chłop ujrzy co nieco,
zanim mu włos posiwieje,
kości się całkiem rozlecą!

Grupa Krysi i Jurka
„Do Raju-mówi jej
Krysia-opisać ci nie potrafię,
jadą tam wszyscy co lubią
przyrodę i fotografię.
Porobisz zdjęcia,
odpoczniesz, odetchniesz tam pełną parą;
ostatni dzwonek ma droga,
za chwilę będziesz już starą!”
Żeby się załapać jeszcze,
chwycić tak w biegu coś z życia,
zabrała Ania w plecaczek,
kanapki i coś do przepicia;
i wsiadła z mężem do auta;
miejsce zajęła za Bielem,
jechali w piątek raniutko
a wrócić mieli w niedziele!
Mężuś miał miejsce
wygodne, jak z piątki miał mało który;
Ania raduje się w duchu;
toż miejsce mojej tortury!
Poczuj dokładnie
wszyściutko czym żyje w drodze twa Ania
kiedy najeżdżasz na ciągłą
i wszystkie auta przeganiasz!
I jeszcze małe tu
wyjaśnienie, należne tej opowieści;
Jureczek musiał tak
siedzieć z przodu, bo w tyle by się nie zmieścił!
Bo tam siedziała
wspomniana Ania, Basieńka, Krysia cienkie jak laska,
kierowca z przodu, co
oczywiste no i ten wakat był dla grubaska!
"Ania ,Basieńka, Krysia cienkie jak laska”
Tyle o drodze, mogłabym
więcej ,ci co mnie znają to wiedzą
co to z człowiekiem czas
zrobić może, kiedyś jak zając pod miedzą
siedziałam cicho, buzia na
kłódkę, rumieniec ciągle był na mym liczku;
co to potrafi zrobić z
człowiekiem dwadzieścia pięć lat przy Gaudniczku!
Jedziemy dalej granica
fraszka, przemytem nikt się nie trudni
a w końcu któż to byłby
tak głupi żeby lać wodę do studni!
W drodze powrotnej to inna
sprawa, wracamy prawie jak z saksy;
bagażnik pełen Tmawego
piwa i citropapek, Metaxy!
Muszę się trzymać planu
wycieczki bo te dygresje są moją zmorą,
doszła mi jeszcze
dekoncentracja a wyobraźnię dawno mam chorą!
***
No cóż; u celu nasza
wycieczka patrzy na Krysię niepewnym wzrokiem,
mając nadzieję, że coś
załatwi, była tu przecież ledwie przed rokiem!
Jakiś Kostolnik do nas
wychodzi zaciera ręce z radości
bo przecież pusty cały dom
stoi i wyczekuje na gości!
Krysia dobija targu za
nocleg, odbiera klucz od odźwierzy,
każdy z nas patrzy na
noclegownie i swoim oczom nie wierzy!
Dom Duszpasterstwa ogromny
taki, jak w Spiżu Kapituła,
ferajna może plecaki
zrzucać i pójdzie w góry się tułać!

Kostolnik z naszą Basią
Będzie oglądać piękne
widoki ,
słuchać jak szumią w dole
potoki,
gonić po niebie kształtne
obłoki,
ćwiczyć gdzie niegdzie
małe przeskoki!

„Na początku było fajnie”
Tak miało być radośnie,
tak wesoło i bez stresu;
ja na szlaku się nie
mogłam mej wędrówki doczekać kresu!
***
Na początku było fajnie,
słońce świeci, widok piękny,
ludzi mało, cisza, spokój
wcale nie przeczuwam męki!
Krysia ziółka
pokazuje-„żeś nie była w maju „-szkoda
-popatrz Aniu tu jest
wrotycz, tu pokrzyk wilcza jagoda!

Humor wszystkim dopisuje
Trasa wcale się nie dłuży,
rozmową się każdy bawi,
humor wszystkim dopisuje;
Bielek w tyle nas zostawił!
Rwie do przodu, w mapę
zerka, dzieci małe suną za nim,
teraz wiem już to na pewno
- chciał najdalej być od Ani!

” zna mnie przecież z szkolnej
ławy”
Bał się chłopisko o mnie,
zna mnie przecież z szkolnej ławy,
wie że w góry nie
chodziłam, na tym polu nie mam wprawy!
Oprócz tego czego nie mam,
mam lęk wielki wysokości,
Bielu wiedział o tym
dobrze i wzrok pełen miał litości!
Skrócił męki mojej trasę,
wkurzyła się trochę Krysia,
dzięki Bogu ,że tak zrobił
bo nie byłoby mnie dzisiaj!
Dzięki jego przebiegłości
a może też roztargnieniu
tak zamotał się na mapie
no i trochę trasę zmienił!
***
Nad Hornadem był rozpięty
most na linach ot; stalowych,
ja zastrzegłam, żeby komuś
nie wpadł pomysł był do głowy:
jeśli na most wyjść nie
muszę, to nie wejdę tam za Chiny,
choćby cały był ze złota i
miał takież same liny!”

”to nie wejdę tam za Chiny”
Inni weszli – robię
zdjęcia; most się chwieje i telepie,
stoję zdala z butem w
skale a i tak się w środku trzepie!
Nie wiedziałam
nieświadoma co mnie czeka za zakrętem
-stopień w skale zatopiony
wisi nad rzeki odmętem!
Skała pionem do Hornadu
Łańcuch czyli poręczówka,
skała pionem do Hornadu,
Krysia mówi: ” Aniu
zdjęcia, z rąk nie wypuść aparatu!
Kochasz zdjęcia i
przyrodę, możesz robić, patrz jak pięknie!”
A ja blednę , mina
rzednie, noga mi w kolanie mięknie;
Ania na półce i nie jest to foto-
montaż!
Najpierw jedna potem
druga, serce głuszy szum Hornadu,
z rąk łańcucha nie
wypuszczam, nie mam w co wziąć aparatu!
Nic nie widzę tylko skałę,
strach mnie dopadł lęk i trwoga,
łańcuch rdzawy, półki
liche boję się, że wpadnie noga!
Wyobraźnia rozpętała akcję
niczym z Mac Geyvera,
z tą różnicą, że to
prawda; nie głupawy film –cholera!
Jezu, Mario i Józefie,
Święta Anno ma patronko!
Czy ja przetrwam? Czy
przeżyję? Czy zobaczę jutro słonko?
Te łańcuchy zardzewiałe,
półki takie byle jakie,
tak wysoko, tak daleko, że
z ledwością oddech łapie!
I to pranie mózgu cięgiem,
wyobraźni wykwit chory,
nie utrzymam się już
dłużej a do ziemi kawał spory!
Nuż mi zlecą okulary, ja
się poddam odruchowi,
puszczę łańcuch łapiąc
sztetki; jeszcze do dziś strach mnie mrowi!
I już znowu myśl niesforna
bombarduje mózgownicę,
że ten łańcuch za daleko
już na pewno go nie chwycę;
”I polecę w dół”
i polecę w dół! O Boże!
Odpędź myśli strasznych roje,
przecież nic mi się nie
dzieje, przecież wcale się nie boję!
Nawet chcę się skupić na
tym o czym Krysia tak szczebioce
ale mało z tego słyszę bo
zębami tak szczekocę!
I do tego serce wali, puls
wariuje w mojej skroni,
no i łańcuch tak szlifuję
używając własnych dłoni!
A Krysiunia idzie luzem,
zawieszona hen na skale,
rączką sobie włos
poprawia, nie trzymając się wszak wcale!
„A Krysiunia idzie luzem”
To ja znowu myślę:
”Krysiu, weźże trzymaj się łańcucha!
A naprawdę to myślałam:
”strasznie głupia z niej dziewucha”!
Koniec męki; myślę sobie;
już ostatni krok! Na ziemi!!!
Stoję pewnie, przepaść w
tyle, świat barwami się znów mieni!
Teraz widzę piękne drzewa,
słońce przez nie do mnie mruga,
cieszę małą się chwileczkę
bo przede mną ściana druga!
I ten strach wcale nie
mniejszy i ten lęk o moje dzieci;
co się wtedy z nimi stanie
gdy ich matka z półki zleci?
Bo, że Jurek spadnie ze
mną, daje słowo pewna byłam;
tak się mocno go
trzymałam, palce mu do kości wbiłam!
Prielom Hornadu -Slovensky Raj
No a jaki wstyd? Mój Boże!
Po co lazła baba w góry?
Ludzie się dziwować będą,
pożałuje mało który!
Każdy stuknie się po
czole, zachciało się turystyki,
zamiast siedzieć za
okienkiem wydać syrop czy zastrzyki;
polazło to to do Raju
żądne doznań estetycznych ,
zamiast usiąść na kanapce
wśród wydawnictw turystycznych,
pooglądać pijąc kawkę;
Raj, drabinki, poręczówki;
nie trzepać się na
łańcuchu, że aż strach zakrył tęczówki
źrenicą wielką jak złoty,
tak że widzieć? Nie widziała!
Za to doznań estetycznych
poniżej pasa dość miała!
Jak mówiłam, dopust Boży
skrócił trasy długość znacznie
bo przewodnik coś
przeoczył, śledząc wprawdzie mapę bacznie!
Dzięki temu zobaczyłam
Klasztorisko i Rokliny;
Tylko cudem nie zwiedziłam
Abrahamowej Doliny!
 |
 |
|
Ania jeszcze nie wiedziała co
ją czeka; |
w przyklęku „Kobieta po
przejściach |
Sierpień,
2003 |